Konflikty zbrojne Rosji

Konflikty zbrojne Rosji

- Bardzo chciałabym spotkać Putina. Powiedziałabym prezydentowi: niech nam zwróci nasze dzieci. One zginęły bez sensu - mówi w rozmowie z Katarzyną Górniak, reporterką "Czarno na białym", Elena Tumanowa. Jej syn, 20-letni Anton, zginął w sierpniu w konflikcie, w którym Rosja oficjalnie nie bierze udziału. Na Ukrainie. Prezentujemy cały reportaż magazynu "Czarno na białym".

Komitet Matek Żołnierzy w Petersburgu twierdzi, że otrzymuje coraz więcej skarg od rodziców żołnierzy poborowych utrzymujących, iż ich synowie są zmuszani do podpisywania kontraktów, a następnie przerzucani do obwodu rostowskiego, na granicy z Ukrainą.

Połowa Rosjan uważa obecne wydarzenia na Ukrainie za wojnę domową, 17 proc. widzi w nich ludobójstwo i terror, ale o udziale Zachodu wspomina tylko 3 proc. ankietowanych. Takie wyniki daje najnowszy sondaż ośrodka WCIOM. Podczas styczniowego badania ponad jedna czwarta Rosjan uznała za wysokie prawdopodobieństwo wybuchu wojny między Rosją a Ukrainą, co dziesiąty ankietowany mówi, że taka wojna już trwa.

Dowództwo armii ukraińskiej poinformowało w poniedziałek o pięciu żołnierzach zabitych i 29 rannych w walkach z separatystami w Donbasie na wschodzie kraju. Według wojskowych prorosyjscy separatyści i Rosjanie ponieśli o wiele większe straty. Zginąć miało nawet 180 żołnierzy ich oddziałów. Tymczasem ukraińskie media podają, że w ciągu ostatniej doby w starciach z separatystami zginęło co najmniej 28 żołnierzy i 22 cywilów. Najcięższe walki toczą się w rejonie Debalcewa.

Rosjanie wcale nie potrzebują wysyłać swoch oddziałów na front do walki z wojskiem ukraińskim. Mają szereg możliwości, żeby z ukrycia znacząco zwiększyć zdolności bojowe separatystów i umożliwić im skuteczną walkę z Ukraińcami. Nie chodzi przy tym o dostawy uzbrojenia. Mają szereg bardziej subtelnych możliwości.

W przyszłym tygodniu ministrowie obrony NATO zbiorą się, by rozstrzygnąć szczegóły wojskowe budowy tzw. szpicy, czyli sił natychmiastowego reagowania NATO. Równocześnie za oceanem trwa dyskusja o rozmieszczeniu w krajach graniczących z Rosją niewielkich jednostek armii USA, które miałyby działać odstraszająco na potencjalnego agresora.

Siłowicy wokół Putina mówią mu, że rosyjska armia jest silniejsza od ukraińskiej i należy to wykorzystać - mówi w wywiadzie dla "Nowoje Wremja" rosyjski politolog Wiktor Ogijenko. Ale to tylko jeden z pięciu powodów, dla których - zdaniem politologa, prezydent Rosji będzie kontynuował działania wojenne w Donbasie. Część z nich ma charakter psychologiczny i wynika ze specyficznego postrzegania przez Władimira Putina - byłego oficera KGB - Rosji i otaczającego ją świata.

Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow obarczył winą za śmierć cywilów w Donbasie Kijów i ostrzegł Zachód, by ten nie podejmował działań, które "pozwolą uwierzyć ukraińskim władzom" w to, że ich działania spotkają się z natychmiastową reakcją europejskich i amerykańskich polityków.

- Walki na wschodzie Ukrainy gwałtownie eskalują. Sytuacja wskazuje na dużą ofensywę wspieranych przez Rosję separatystów - oznajmił Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg. Dodał przy tym, że rosyjscy żołnierze działający w Donbasie udzielają im wydatnego wsparcia. Równolegle Rosja zawetowała projekt uchwały Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiający działania separatystów.

Dla zepchniętej do dyplomatycznej defensywy Rosji każdy kolejny tydzień utrzymywania rozejmu w Donbasie pogarszał jej pozycję. Władimir Putin wrócił więc na jedyne pole konfrontacji, gdzie ma zdecydowaną przewagę – militarne. Stawiając Kijów i Zachód przed faktami dokonanymi, chce je zmusić do zmiany porozumień mińskich. A jeśli uda się sprowokować Ukraińców, tym większe mogą być zyski Moskwy.

Według władz w Kijowie do Donbasu masowo napływają regularni rosyjscy żołnierze. Jak twierdzi rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Andrij Łysenko, wielu widziano w rejonie Ługańska. Ukraiński rząd wystąpił do parlamentu o zgodę na rozbudowanie sił zbrojnych. Mają nominalnie liczyć 250 tys. ludzi.

"Niech to będzie jasne: Ukraina zaproponowała Rosji natychmiastowe wstrzymanie ognia. Dążyliśmy do tego od miesięcy i do tego samego skłanialiśmy inne strony" - napisał na Twitterze szef ukraińskiej dyplomacji Pawło Klimkin w poniedziałek rano. Skomentował tym samym słowa rzecznika Kremla, który ogłosił w niedzielę, że z planem pokojowym do Kijowa wystąpił Władimir Putin, a Kijów ten plan odrzucił i to on jest agresorem w Donbasie.

W Brukseli spotykają się w poniedziałek ministrowie spraw zagranicznych Unii Europejskiej. Będą rozmawiali o zagrożeniu terroryzmem na kontynencie po ostatnich atakach we Francji. Mają też poświęcić więcej czasu niż w ostatnich miesiącach konfliktowi na Ukrainie i relacjom UE-Rosja. Zwłaszcza, że separatyści zaczęli zabijać w atakach nie tylko ukraińskich żołnierzy, ale i cywilów, a przed kilkoma dniami wyciekł z Brukseli dokument sugerujący rozpoczęcie rozmów o normalizacji stosunków z Rosją.

Wielkiej Noworosji – od Charkowa po Odessę – nie będzie. Z tym pogodzili się już i rosyjscy nacjonaliści wojujący w Donbasie, i sam Kreml. Teraz Władimir Putin myśli, jak wyciągnąć z donbaskiej rebelii korzyści. Mówiąc prościej, jak zysk taktyczny (okupacja 1/3 Donbasu) wymienić na korzyść strategiczną (wpływ na całą Ukrainę).