Czarnogóra

Czarnogóra

Dążenia NATO, by zmienić krajobraz polityczny w Europie, naruszają interesy Rosji i zmuszają ją do stosownej reakcji - oświadczyła w czwartek rzeczniczka rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych w związku z decyzją o przyjęciu do NATO Czarnogóry.

Szefowie dyplomacji państw NATO podpisali w Brukseli protokół o przystąpieniu do Sojuszu Czarnogóry. Ten bałkański kraj najpewniej na długo pozostanie najnowszym i ostatnim państwem przyjętym do NATO. Przyłączenie nowego członka to wyraźny przejaw znaczenia Sojuszu w chwili odrodzenia napięć w Europie - komentuje BBC.

- Mniej niż połowa obywateli Czarnogóry popiera przyłączenie się do NATO - oznajmiła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Wobec tego, zdaniem Rosji, w tym małym państwie powinno zostać przeprowadzone referendum. Rosjanie sprzeciwiają się zachodniemu kursowi władz Czarnogóry, bowiem od lat był on odwrotny a ten mały kraj był uznawany za "rosyjski przyczółek" nad Adriatykiem.

MSZ Chin krytycznie odniosło się do ogłoszonej przez NATO decyzji o zaproszeniu Czarnogóry do Sojuszu - podały w piątek chińskie media. Rzeczniczka resortu dyplomacji nazwała NATO produktem "zimnowojennej mentalności".

Dalsze rozszerzanie NATO na wschód spotka się z odwetowymi działaniami Rosji - oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. To reakcja na informację, że NATO jednogłośnie zaprosiło Czarnogórę, by została 29. członkiem Sojuszu. Więcej w "Faktach z zagranicy" o godz. 20 w TVN24 Biznes i Świat.

Ministrowie spraw zagranicznych państw NATO podejmą w środę decyzję w sprawie zaproszenia Czarnogóry do rozmów o przystąpieniu do Sojuszu - poinformował w poniedziałek w Brukseli sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg.

Premier Czarnogóry Milo Djukanović zapewnił w poniedziałek, że stabilność jego kraju nie jest zagrożona przez antyrządowe demonstracje i towarzyszące im starcia z policją, które określił jako "próby destabilizacji". Wyraził też przekonanie, że za demonstracjami stoi Rosja, która nie chce dopuścić do przyjęcia jego kraju do NATO.

- To demonizowanie Rosji - w taki sposób rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odpowiedział na zarzuty premiera Czarnogóry Milo Djukanovica, który stwierdził, że "Rosja odgrywa aktywną rolę w organizowaniu antyrządowych protestów w jego kraju". Opozycja w kraju kiedyś będącym jedną z republik Jugosławii wychodzi na ulice od września, domagając się dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Policja w stolicy Czarnogóry - Podgoricy użyła w sobotę wieczorem gazu łzawiącego aby rozproszyć kolejną antyrządową demonstrację, której uczestnicy domagali się ustąpienia premiera Milo Djukanovicia i zorganizowania przedterminowych wyborów.

Kilka tysięcy demonstrantów domagających się ustąpienia premiera Milo Djukanovicia i powołania rządu tymczasowego przeszło w niedzielę wieczorem ulicami stolicy Czarnogóry - Podgoricy. Opozycja oskarża władze o autorytarne rządy i domaga się przyspieszonych wyborów.

Ten adriatycki kraj to ewenement. Od wieków związany historycznie z Serbią i prawosławną wspólnotą narodów słowiańskich, stał się miejscem walki o wpływy Rosji i Stanów Zjednoczonych. Czarnogóra – ostatni rosyjski przyczółek na wybrzeżu Morza Śródziemnego – jest coraz bliżej NATO. Kraj z łatką skorumpowanego i zdaniem zachodnich służb pełen rosyjskich szpiegów, od miesięcy reformuje swój wywiad i armię. Dla Paktu Północnoatlantyckiego ma strategiczne znaczenie. W środę szefowie MSZ państw NATO zaprosili Czarnogórę do wejścia w struktury sojuszu.

Szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier obiecał w środę, że będzie zabiegał o to, aby Czarnogóra została zaproszona do NATO jeszcze w tym roku. Z kolei w czwartek o swoim wsparciu dla członkowstwa byłej jugosłowiańskiej republiki w sojuszu zapewniły państwa Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polska.