Nord Stream 2 dzieli Europę. Czy projekt załamie się pod falą krytyki?

Rynki

TVN24 BiSProjekt, który dzieli Europę. "Mamy do czynienia z naiwnością"

Strategia bezpieczeństwa energetycznego dla Europy powinna wykluczać tego typu przedsięwzięcia, jak Nord Stream 2 - ocenił Donald Tusk. Szef Rady Europejskiej nie wykluczył, że ten temat będzie omawiany na przyszłotygodniowym szczycie w Brukseli. Projekt, który jeszcze nie powstał już dzieli Europę. Materiał programu "Fakty z zagranicy".

Nord Stream, inaczej nazywany Gazociągiem Północnym działa od 2011 roku i po dnie Bałtyku przesyła gaz z Rosji do Niemiec. Kontroluje go rosyjski gigant Gazprom, jednak pakiet mniejszościowy mają tam również spółki z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii, Austrii i Francji.

Obecnie planowana jest rozbudowa gazociągu, roboczo nazywana Nord Stream 2.

Rosjanie dzięki nowemu gazociągowi chcą od 2020 roku przesyłać do Europy Zachodniej 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie. To ilość, która wystarczy na całkowite pominięcie transportu przez Ukrainę.

List intencyjny

Dlatego rozbudowa Nord Streamu wzbudza potężne emocje polityków. Polska, Czechy, Węgry, Słowacja i Rumunia chcą dyskutować na temat projektu na szczycie Rady Europejskiej.

Szef Rady nie wyklucza takiej możliwości. - Strategia bezpieczeństwa energetycznego dla Europy powinna wykluczać tego typu przedsięwzięcia, jak Nord Stream 2 - powiedział w środę Donald Tusk.

Przywódcy państw Grupy Wyszehradzkiej, wsparci przez Rumunię, wskazali na zagrożenia związane z tą inwestycją, takie jak: ominięcie Ukrainy, utrata pozycji tranzytowej przez kraje wschodnioeuropejskie, a także zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego przez ukierunkowanie wszystkich przepływów gazu z Niemiec na zachód Europy.

List ten został wysłany przez ministra gospodarki Słowacji Vazila Hudaka. Zabrakło jednak pod nim podpisu Czech. Dyplomaci tego kraju zapewniali, że stało się tak ze względów proceduralnych, a list ma poparcie polityczne Pragi.

Krytyka projektu

Strategia zakłada pozyskiwanie gazu z różnych źródeł i solidarność państw unijnych. Projekt Nord Stream od dawna krytykowany jest za ograniczenie konkurencji na europejskim rynku gazu i wzmacnianie rosyjskiego monopolu.

Radosław Sikorski porównał nawet projekt do paktu Ribbentrop-Mołotow. Krytyka obecnych planów niemiecko-rosyjskich płynie nie tylko z naszej części kontynentu.

- Jeśli Niemcy naprawdę uwierzyli, że Nord Stream 2 nie ma nic wspólnego z polityką, to mamy do czynienia z naiwnością - pisze szwedzka gazeta "Dagens Nyheter". Nawet niemiecka "Frankfurtet Allgemeine Zeitung" zauważa, że "od pierwszego rosyjsko-ukraińskiego sporu o gaz 10 lat temu Unia Europejska przekonała się, że Moskwa chętnie posługuje się swoimi zasobami energetycznymi jak geopolityczną bronią".

Bez finansowania

Wiceszef Komisji Europejskiej ds. unii energetycznej Marosz Szefczovicz zapowiedział pod koniec listopada, że Nord Stream 2 nie otrzyma finansowania z UE, ponieważ nie zapewni on dostępu do nowych źródeł gazu dla Unii, a ich dywersyfikacja jest kluczowa dla "28".

Na początku września przedstawiciele Gazpromu, niemieckich E.On i BASF-Wintershall, brytyjsko-holenderskiego Royal Dutch Shell, austriackiego OMV i francuskiego Engie (d. GdF Suez) podpisali prawnie obowiązujące porozumienie akcjonariuszy w sprawie budowy Nord Stream 2, nowej dwunitkowej magistrali gazowej o mocy przesyłowej 55 mld metrów sześciennych surowca rocznie z Rosji do Niemiec przez Morze Bałtyckie.

Oglądaj "Fakty z zagranicy" od poniedziałku do piątku o 20.00 w TVN24 Biznes i Świat.

Autor: mb / Źródło: TVN24 BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24BiŚ