Rozmawiamy z pracownicą naukową. - Zaczynałam doktorat jako 25-latka. Moi rówieśnicy otrzymywali premie, awanse, a ja walczyłam o finansowe przetrwanie w stolicy - wspomina Hanna (imię zmienione, rozmówczyni chce zachować anonimowość).
Całe studia doktoranckie pracowała, ale nie w zawodzie - na uczelni brakowało zajęć dla doktorantów, musiała więc radzić sobie inaczej. Później uśmiechnęło się do niej szczęście: po doktoracie dostała etat na uczelni. Przyznaje, że dla niej było to wtedy "szczytem marzeń". Pracuje tam od czterech lat, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała jej oczekiwania.
- Nie wykańcza sama praca, a próby utrzymania się za niepewne i niskie środki. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że potrzebuję stabilizacji. Nie planuję już rozwijać się naukowo - opowiada. - To mój ostatni rok na uczelni. W pracy jeszcze tego nie wiedzą.
Gwarantuję: głód, upodlenie, depresję
Dyskusję o zarobkach młodych naukowców wywołało ogłoszenie o pracę w Polskiej Akademii Nauk, szacownej instytucji państwowej, zajmującej się m.in. rozwojem i promocją nauki. Wymagania? Doktorat w dziedzinie fizyki, od czterech do dziesięciu lat doświadczenia zawodowego, obsługa zaawansowanej aparatury badawczej. Wymiar? Pełny etat. Wynagrodzenie? 4806 zł brutto.
"Skąd taka kwota, spytacie?" - napisał Konrad Skotnicki, popularyzator nauki znany jako Doktor z TikToka. "Bo mniej nie można, to najniższa krajowa".
I kontynuował: "Jednym z ważnych czynników, przez który zrezygnowałem z pracy naukowej, jest fakt, że chciałem jeść i gdzieś mieszkać".