Reforma emerytalna. Wiceminister: jeżeli ktoś ma pracę i zdrowie niech pracuje

Pieniądze

TVN24 BiSGościem TVN24 BiS był Stanisław Szwed

- Chcemy stworzyć taki mechanizm, że jeżeli ktoś ma zatrudnienie i zdrowie mu pozwala, aby pracował, bo emerytury są zdecydowanie niższe niż od tego, co człowiek otrzymuje [w ramach pensji - red.] - zwrócił uwagę na antenie TVN24 BiS wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed.

Rząd we wtorek pozytywnie ocenił prezydencki projekt obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn i zarekomendował, by nowe przepisy obowiązywały od 1 października 2017. Rzeczniczka klubu PiS Beata Mazurek poinformowała, że prace w Sejmie nad prezydenckim projektem rozpoczną się we wrześniu.

Termin wejścia

Wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed wskazuje, że są dwie przyczyny tak późnego wejścia w życie reformy.

- Jedna leży po stronie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, bo musi być przebudowany cały system informatyczny i z informacji pani prezes wynika, że potrzeba na to 9 miesięcy. Ale prawdą jest też, że - o czym mówił minister finansów (Paweł Szałamacha - red.) - muszą być środki na pokrycie ubytków w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych - tłumaczy.

Jak mówi Stanisław Szwed maksymalna kwota, która będzie potrzebna w przyszłorocznym budżecie to 2 mld zł. Ostateczna jej wysokość będzie zależała od "liczby osób", które zdecydują się na skorzystanie z możliwości przejścia na emeryturę.

- Chcemy stworzyć taki mechanizm, że jeżeli ktoś ma zatrudnienie i zdrowie mu pozwala, aby pracował, bo emerytury są zdecydowanie niższe niż od tego, co człowiek otrzymuje [w ramach pensji - red.] - zwraca uwagę wiceminister.

Koszt reformy

Według obliczeń Biura Analiz Sejmowych reforma reforma obniżająca wiek emerytalny do 2025 roku ma kosztować 140 mld zł, do 2035 roku - 381 mld zł. Utracone korzyści w perspektywie 2060 r., według tych obliczeń, mogą sięgać ponad 1,4 bln zł.

Wiceminister pytany, czy ta propozycja nie doprowadzi do katastrofy finansów ZUS-u, odpowiada, że główny problem sfinansowania obniżenia wieku emerytalnego dotyczy "10-12 lat".

Jednocześnie Szwed zwraca jednak uwagę, że "co roku budżet państwa dopłaca do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych". - Łącznie z emeryturami rolniczymi i z systemem mundurowym jest to koszt około 50 kilku mld zł - mówi wiceminister.

Tymczasem w czwartek w Sejmie wiceszef MRPiPS Marcin Zieleniecki wskazywał, że "oszacowanie skutków zaproponowanej w prezydenckim projekcie reformy obniżającej wiek emerytalny będzie możliwe po otrzymaniu nowych prognoz z ZUS uwzględniających nowy termin wejścia w życie ustawy".

Propozycja prezydenta

Projekt zgłoszony przez prezydenta Andrzeja Dudę trafił do Sejmu 30 listopada 2015 r. Jego pierwsze czytanie odbyło się 9 grudnia, potem trafił do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny. W komisji 12 stycznia 2016 r. przeprowadzono wysłuchanie publiczne ws. projektu. 10 marca komisja utworzyła nadzwyczajną podkomisję, w której obecnie projekt się znajduje. 30 czerwca Komitet Stały RM rekomendował rządowi pozytywną opinię o projekcie. Resort finansów chciał jednak powiązać obniżony wiek ze stażem pracy - 35 lat dla kobiet i 40 lat dla mężczyzn. Miałby to być dodatkowy - poza wiekiem - element uprawniający do przejścia na emeryturę. Prezydencki projekt nie zawiera takich zapisów - ani jako osobnego kryterium przejścia na emeryturę, ani jako powiązanego z obniżonym wiekiem emerytalnym. We wtorkowym stanowisku rządu także nie ma propozycji powiązania obniżonego wieku ze stażem pracy. Obecnie wiek przejścia na emeryturę jest stopniowo podwyższany do 67 lat, niezależnie od płci. W 2020 r. mężczyźni mają przechodzić na emeryturę w tym wieku, a kobiety w 2040 r.

Autor: mb//km / Źródło: TVN24 BiS

Źródło zdjęcia głównego: TVN24 BiS

Raporty: