"Jestem tym kredytem". Kiedy frank zaczyna rządzić życiem

Pieniądze

tvn24Życie dla kredytu

- Mam poczucie, że żyję dla tego kredytu. Jestem tym kredytem - tak Katarzyna Szczerbowska rozpoczyna swoją opowieść o zaciągniętym przed kilkoma laty kredycie hipotecznym we frankach. W podobnej sytuacji jest kilkaset tysięcy osób w Polsce. Materiał programu "Czarno na białym".

Niemal każdy, kto kilka lat temu decydował się na kredyt w szwajcarskiej walucie, nie miał wątpliwości, że to dobra decyzja. Frank przez wiele lat uchodził za najstabilniejszą walutę świata, oscylując przez dłuższy czas wokół 2 zł.

Najstabilniejsza waluta świata

W 2005 roku masowo zaczęła rosnąć liczba zobowiązań we frankach. Złoty się umacniał, frank taniał - wielu było przekonanych, że ten trend będzie trwał długo. Mimo, że zaciąganie kredytu w takim wypadku zawsze wiąże się z ryzykiem kursowym, niewielu klientów spodziewało się najgorszego. - Doradca przekonywał mnie, że właśnie weszliśmy do Unii, że zaraz będziemy mieli euro, że te przeliczniki będą korzystniejsze. Z resztą powoływał się na różne tabele kursów, gdzie udowadniał mi, że kurs franka spadał od czterech lat i że nie ma powodów do obaw - tłumaczy Dorota Pękalska, która kredyt swój kredyt na 429 tys. zł zaciągnęła w 2007 roku, kiedy to kurs franka wynosił 2,31 zł.

Pierwszy krach, pierwszy szok

Pierwszy szok dla tzw. frankowiczów nadszedł 15 września 2008 roku wraz z krachem na nowojorskiej giełdzie. Zbankrutował wówczas czwarty co do wielkości bank inwestycyjny Lehman Brothers, a jego koniec stał się prawdziwym początkiem największego kryzysu w powojennej historii świata.

Załamanie przeniosło się za ocean i stało się odczuwalne także w Europie. Przełom 2008 i 2009 roku przyniósł drastyczną zmianę w kursie franka. Ze stawki 2,40 zł, którą musieliśmy zapłacić za franka 15 września 2008 roku, kilka miesięcy później 9 marca 2009 roku, dotarliśmy do sumy 3,23 zł.

Czarny czwartek paraliżuje

Złe wiadomości dla tzw. frankowiczów nie odeszły wraz z końcem globalnego kryzysu. Kolejne tąpnięcie nastało w czarny czwartek - 15 stycznia 2015 roku, kiedy to frank szwajcarski silnie umocnił się względem innych walut, a jego wartość gwałtownie poszybowała. W szczytowym momencie 1 frank kosztował 5,14 zł. Tak rekordowa stawka jest skutkiem decyzji banku centralnego Szwajcarii, który zdecydował o tym, by przestać bronić kursu franka względem euro. Taka informacja sparaliżowała wielu kredytobiorców. Katarzyna Szczerbowska była jedną z nich. Rata jej kredytu wzrosła niemal dwukrotnie i dziś wynosi blisko 6 tys. zł.

Błaganie o kompromis

Problemy ze spłatą kredytu rodzą próby podejmowania rozmów i negocjacji z bankiem. Zawarcie kompromisu kończy się jednak często fiaskiem.

- Okazuje się, że zabezpieczenie nieruchomością nie wystarczy. Żądania banku sięgają dużo wyżej. Z tego sobie nie zdawałam sprawy, że bank wyegzekwuje ode mnie i nieruchomość i jeszcze będzie żądał kwoty dwa razy wyższej - tłumaczy Pękalska, która za swoje 64-metrowe mieszkanie na Ursynowie dziś zapłacić musi 1 194 604, 72 zł.

- Bardzo liczę na to, że powstanie jakaś ustawa, która całą tę sytuację tak przemodeluje, że nie tylko klient będzie odpowiedzialny za ten kredyt, ale jakaś odpowiedzialność też za tę sytuację znajdzie się po stronie banku - przyznaje Szczerbowska, która boryka się ze spłatą kredytu, który sięga niemal 1,8 mln zł, przewyższając dwukrotnie wartość jej mieszkania.

Zobacz cały materiał w programie "Czarno na białym".

Gomoła: prezydencki projekt ustawy pomocy frankowiczom idzie w dobrym kierunkuTVN24 BiS

Autor: ag/gry / Źródło: tvn24

Raporty: