Ekspert: zbyt niskie ceny już raz skończyły się problemami na stacjach
W połowie września do Sejmu trafił prezydencki projekt ustawy obniżającej ceny paliw. Zakłada on między innymi możliwość administracyjnego ograniczenia marż rafineryjnych czy importowych i czasowe zwolnienie sprzedaży paliw z podatku od sprzedaży detalicznej.
W piątek na antenie TVN24 Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego i zarządzający Funduszem Polaris, ocenił, że propozycja jest "nierealna". Wyjaśnił, że choć około dwóch trzecich zużywanego w Polsce oleju napędowego pochodzi z krajowej produkcji, pozostała część musi być importowana.
Jak wskazał, na sprzedaży diesla w Polsce wysokie marże osiągają dwie krajowe rafinerie: w Płocku i Gdańsku. Znacznie mniej zarabiają natomiast importerzy. W jego ocenie narzucenie niższych marż mogłoby sprawić, że sprowadzanie paliw do Polski przestałoby być opłacalne. To z kolei mogłoby doprowadzić do niedoborów na rynku, ponieważ krajowe moce produkcyjne nie są wystarczające, by pokryć całe zapotrzebowanie.
Ekspert ostrzega przed scenariuszem sprzed trzech lat
Czopek przypomniał, że podobna sytuacja miała miejsce trzy lata temu. - To też nie jest sytuacja teoretyczna. Bo trzy lata temu, przed wyborami, kiedy Orlen zdecydował się obniżyć ceny paliw poniżej tych parytetów importowych, importerzy powiedzieli "my dziękujemy, my nie sprowadzamy". Orlen nie był w stanie zaspokoić krajowego zapotrzebowania, ponieważ nie ma takich mocy. Stąd te wtedy słynne awarie dystrybutorów, wojskowe cysterny na stacjach, naruszenie rezerw obowiązkowych. I to trwało tylko miesiąc - podkreślił ekspert.
W przełomie września i października 2023 roku na stacjach sieci Orlen w całej Polsce dochodziło do masowych braków paliw, które oficjalnie oznaczano jako "awarie dystrybutorów".
Groźba zakazu eksportu diesla z USA
Czopek został także zapytany o groźbę Donalda Trumpa o wprowadzenia zakazu eksportu amerykańskiego oleju napędowego.
- Gdyby się okazało rzeczywiście, że Amerykanie wprowadzą zakaz eksportu diesla, w co ja do końca nie wierzę, bo to miałoby daleko idące konsekwencje także dla samych Amerykanów, musielibyśmy, wydaje mi się, już zacząć korzystać powoli z rezerw, z zapasów, które mamy - powiedział ekspert.
Czopek wyjaśnił, że historycznie bardzo dużo importowaliśmy oleju napędowego z Rosji, którą po wybuchu wojny w Ukrainie zastąpiliśmy importem z krajów z Bliskiego Wschodu. Jednak w związku z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie, na rynek płyną bardzo małe ilości tego surowca i praktycznie w ogóle gotowych produktów. Tę lukę wypełniamy eksportem oleju napędowego właśnie z USA. - Za chwilę też go może nie być. Trochę przeskakujemy pomiędzy tymi krajami, które powoli blokują nam - jako Europie - dostęp do gotowych produktów - powiedział.
Zaznaczył, że rezerw paliwa mamy na 90 dni. - Natomiast te paliwa, to może być zarówno olej napędowy, benzyna, ropa - powiedział. Dodał, że samego oleju napędowego mamy na ponad miesiąc, i to w sytuacji, gdybyśmy musieli zmierzyć się ze stuprocentowym odcięciem. - My możemy liczyć, że zabranie powiedźmy dwadzieścia procent produktów w Polsce, co spowoduje, że ten miesiąc możemy policzyć razy pięć - powiedział.
- Pewnie też musielibyśmy pomyśleć o jakichś oszczędnościach związanych z dieslem - dodał.
Czopek podkreślił, że olej napędowy odgrywa kluczową rolę w gospodarce. Jest paliwem dla ciężarówek i pociągów dostarczających towary na rynek oraz dla maszyn rolniczych służących do zbiorów. Służy także do ogrzewania.