Na pieniądze czekają ponad rok. "Państwo z dykty i kartonu"

Domy mieszkalne w małym miasteczku w pobliżu pól uprawnych, widok z lotu ptaka
Rusza Mój Prąd 6.0
Źródło: Ministerstwo Klimatu i Środowiska
- Czuję się nabity w butelkę. Na inwestycję wyłożyłem swoje pieniądze i mam zablokowane oszczędności - mówi Michał Nawara, który pod koniec 2024 roku złożył wniosek o dotację w ramach programu Mój Prąd na inwestycję w fotowoltaikę i do dziś czeka na ponad 22 tysiące złotych. W podobnej sytuacji są tysiące rodzin w Polsce.
Artykuł dostępny w subskrypcji

Rząd na początku poprzedniego roku chwalił się, że budżet najnowszej edycji programu Mój Prąd jest najwyższy w historii.

"Po 14 miesiącach i dwóch tygodniach, trzech poprawkach, kasa dziś na koncie" - napisał jeden z użytkowników w mediach społecznościowych.

Nie u każdego sprawa jest zamknięta. W sieci ludzie zrzeszają się w grupy (jedna z nich ma ponad 19 tysięcy członków), informują, że około roku temu złożyli wnioski, i pytają: Szanowny panie, kiedy kesz? (ang. cash - gotówka).

"Czuję się nabity w butelkę"

Mój Prąd 6.0. miał budżet na poziomie 1,8 miliarda złotych. Nabór wniosków wystartował na początku września 2024 roku.

Łączne dofinansowanie na inwestycję w panele fotowoltaiczne, magazyn energii oraz magazyn ciepła maksymalnie mogło wynieść nawet 28 tysięcy złotych. W praktyce wypłacane kwoty mogą być mniejsze, ponieważ dotacja ma pokrywać do 50 proc. kosztów inwestycji, a najczęściej polegały one na montażu paneli fotowoltaicznych wraz z magazynem energii.

- W 2024 roku zainstalowałem fotowoltaikę wraz z magazynem energii, korzystając z programu Mój Prąd 6.0. Zapłaciłem za całość (fotowoltaika, magazyn energii i magazyn ciepła) 44,9 tysiąca złotych brutto, wszystko pokryłem z własnych środków. Zaraz po instalacji złożyłem wniosek o zwrot kwoty 22,4 tysiąca złotych i do dziś czekam – odpowiada Michał Nawara, księgowy z Podhala.

Zobacz także: