Włochy toną, Europa drży. "To zbyt duży gracz"

Najnowsze

Aktualizacja:

Włosi toną w długach. Rentowności obligacji biją historyczne rekordy i przekroczyły już poziom 7 proc. To oznacza, że już wkrótce Włochy mogą nie być w stanie spłacać własnych długów i pójdą w ślady Grecji, Portugalii i Irlandii, które musiały sięgnąć po pomoc z EBC i MFW.

Oprocentowanie 10-letnich włoskich obligacji sięgnęło dziś 7,44 proc., a oprocentowanie 5-letnich papierów aż 7,77 proc. Dilerzy informowali, że na rynku długu obecny był EBC, ale jego interwencja nie pomogła w znacznym ograniczeniu rentowności włoskich papierów.

Dla porównania oprocentowanie polskich obligacji 10-letnich wnosiło w środę 5,77 proc., a 5-letnich 5,09 proc. W przypadku niemieckich obligacji 10-letnich rentowność wynosi 1,70 proc., a 5-letnich 0,87 proc. Dla obligacji USA rentowność 10-latek sięga 1,96 proc., a 5-letnich 0,86 proc.

Strach na rynakch

Na informację o tak wysokim poziomie rentowności włoskich papierów rynki finansowe zareagowały spadkami. Główne giełdy w Europie spadały o nawet przeszło 3 proc. Około godz. 16.30 WIG 20 tracił 3,6 proc., niemiecki DAX spadał o 2,4 proc., a francuski CAC 40 - 2,2 proc.

Mocne spadki notowały też giełdy w USA. Po godz. 16.30 Dow Jones tracił przeszło 2,2 proc., Nasdaq - ponad 2,7 proc., a S&P 500 - 2,6 proc.

Na wartości traciło też euro wobec dolara. Ok. 16.30 za wspólną walutę płacono 1,3566 dolara. Nad ranem było to ponad 1,38 dolara. Na wartości wobec głównych walut tracił też złoty. Za euro płacono 4,39 zł, za dolara 3,24 zł, a za szwajcarskiego franka 3,57 zł. Rano w środę za euro płacono 4,36 zł, za dolara 3,16 zł, a za franka 3,52 zł.

Kłopoty z finansowaniem

Analityk DM BOŚ Marek Rogalski ocenia, że tak wysoki poziom rentowności włoskich obligacji może oznaczać kłopoty ze sfinansowaniem się tego kraju. - Jeśli w najbliższym czasie, czyli do najbliższego rolowania obligacji, poziom ten nie spadnie, to Włochy będą miały problem ze znacznie większymi kosztami długu. W pewnym momencie może się okazać, że kraj nie ma środków na obsługę zadłużenia - mówi.

Dodaje, że wtedy nastąpi etap szukania finansowania zagranicznego, które już przerabiały inne kraje, m.in. Grecja i Portugalia. - Problemem jest to, że Włochy to bardzo duża gospodarka - zbyt duża, by upaść i zbyt duża, by ją ratować - ocenia Rogalski.

Analityk uważa, że na spadek rentowności włoskich obligacji podziałać może interwencja Europejskiego Banku Centralnego, polegająca na skupie obligacji z rynku, ale musiałaby ona być na dużą skalę. Sytuację na rynkach ustabilizować mogłoby też stworzenie rządu jedności narodowej, który przeprowadziłby odpowiednie reformy we Włoszech.

Efekt domina

Włochy to nie jest Grecja, Portugalia czy Hiszpania. To jest zbyt duży gracz. kiepas

Rogalski przyznaje, że bardzo wysokie rentowności włoskich papierów mogą uderzyć w europejskie banki, które posiadają znaczną ilość obligacji tego kraju. - Taka sytuacja stwarza bardzo złe warunki dla banków. Jeśli okazałoby się, że do końca roku mamy nadal tak wysokie rentowności, to masa banków musiałaby pewnie zrobić odpisy - zauważa analityk BOŚ.

W efekcie banki mogą ograniczać aktywność kredytową, co wiązałoby się z brakiem stymulacji dla wzrostu gospodarczego, lub zwrócą się o finansowanie do państwa. - Wtedy mamy obawy o coraz większe zadłużenie krajów - dodaje.

Analityk X-Trade Brokers Marcin Kiepas uspokaja, że na razie Włochy nie powinny mieć problemów ze spłatą zobowiązań. Do końca roku zapadają papiery warte około 40 mld euro. - Podejrzewam, że budżet Włoch nie jest tak mocno napięty, aby takich pieniędzy nie dało się znaleźć - mówi.

Dodaje jednak, że na rynki wróci teraz strach, że strefa euro może się rozpaść. - Włochy to nie jest Grecja, Portugalia czy Hiszpania. To jest zbyt duży gracz - podkreśla analityk.

Silvio nie przekonał

Inwestorów nie przekonała wtorkowa zapowiedź rezygnacji premiera Włoch Silvio Berlusconiego, jaka ma nastąpić po uchwaleniu nowych oszczędności. Choć we wtorek została entuzjastycznie przyjęta m.in. przez Wall Street dziś o dobrych humorach nie ma już śladu.

Źródło: tvn24.pl, PAP