Więzisz szefa, niszczysz firmę? Kara cię nie ominie

Najnowsze

Aktualizacja:
sxc.huFrancuscy pracownicy coraz częściej przetrzymują swoich szefów

Francuski rząd radykalizuje swoją postawę wobec dopuszczających się przemocy pracowników, którym grozi zwolnienie. A ci, w akcie desperacji posuwają się do niszczenia biur, czy przetrzymywania swoich szefów.

Czarę goryczy przelała chuligańska akcja pracowników fabryki opon Continental w Clairoix na północy kraju. Na wieść o planach redukcji personelu zdewastowali oni budynki biur zakładu i siedziby lokalnych władz rozbijając okna, demolując komputery i meble.

- Przemoc była nie do przyjęcia, ale dopuściła się jej niewielka grupa pracowników; nie może to odciągnąć uwagi od przyszłości Continentalu i jej pracowników - oświadczył premier Francji Francois Fillon. Zapowiedział, że w związku z wtorkowym incydentem "zostaną wszczęte postępowania sądowe". Zapewnił, że rząd robi, co w jego mocy, żeby uniknąć najgorszego scenariusza.

Niebezpieczne emocje

Pracownicy, którym grożą masowe zwolnienia, coraz częściej radykalizują metody walki o swoje prawa i dopuszczają radykalnych akcji takich jak np. "porwania" menedżerów. Zjawisko to coraz bardziej popularne we Francji, doczekało się w mediach określenia "bossnapping". We wtorek przez 24 godziny przetrzymywani byli dwaj dyrektorzy firmy Molex Automotive.

W zeszłym tygodniu przez 10 godzin uwięzionych było pięciu szefów producenta współpracującego z firmą Hewlett-Packard, we wschodniej Francji. Pracownicy nie chcieli dopuścić do likwidacji ponad 480 miejsc pracy od czerwca. Menedżerów zwolniono, gdy padła obietnica, że wobec przetrzymujących ich pracowników nie będą wszczęte żadne kroki prawne i zostaną przedstawione nowe propozycje.

Walka (z) ciemnością

Wyrażanie niezadowolenia przybiera też formy terroryzmu energetycznego. Domagający się podwyżek pracownicy zakładów energetycznych przeprowadzili w ostatnich dniach akcje "dzikiego" odcinania od prądu i gazu kilkuset tysięcy gospodarstw w okolicach Paryża. Pracownicy dwóch gigantów - dostawcy elektryczności EDF i gazu GDF - od trzech tygodni żądają podwyższenia płacy o 5 proc. i dodatkowych premii w wysokości 1500 euro. Zarządy spółek są jednak nieugięte.

Dlatego we wtorek i środę tysiące mieszkańców podparyskich departamentów Seine-Saint-Denis, Yvelines, Val-d'Oise i Val-de-Marne zostało nagle pozbawionych prądu i gazu. Przerwy w dostawach przeważnie trwały kilka godzin.

Poza tym około 350 tysiącom swoich klientów protestujący pracownicy EDF przestawili rano liczniki elektryczności na wyższe niż zwykle taryfy. Dyrekcja EDF potępiła te "akty sabotażu" i ogłosiła ściganie ich sprawców na drodze sądowej.

Źródło: PAP

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu