Wicepremier jedzie po ropę

Najnowsze

Aktualizacja:
TVN24Ropa na razie płynie, ale...

Delegacja białoruska wyjechała z Moskwy nie osiągnąwszy porozumienia ze stroną rosyjską w sprawie opłat za ropę naftową - donosi z Mińska agencja Associated Press. Natomiast według agencji RIA-Nowosti, do Moskwy udaje się pierwszy wicepremier Białorusi Władimir Siemaszko.

Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Energetyki Irina Jesipowa potwierdziła agencji AP, że negocjacje w Moskwie zakończyły się już w czwartek, lecz "będą kontynuowane na odległość". Natomiast rzecznik rządu białoruskiego Alaksandr Timoszenka powiedział AP, że rozmowy są kontynuowane. Żadna ze stron nie wyjawiła punktów spornych.

Z kolei agencja RIA-Nowosti powołuje się na tego samego rzecznika, który miał poinformować ją, że do Moskwy udaje się pierwszy wicepremier Białorusi Władimir Siemaszko. - Oczekuje się, że kolejna runda rozmów odbędzie się 9 stycznia w siedzibie rządu Rosji - powiedział Timoszenka. Rzecznik dodał, że delegacja będzie posiadać wszystkie pełnomocnictwa do podpisania ewentualnych porozumień.

Bez porozumienia na 2010 rok

Rosja i Białoruś weszły w rok 2010 bez obowiązujących porozumień cenowych dotyczących rosyjskiego eksportu ropy naftowej. Białorusini domagają się utrzymania preferencyjnych cen oraz zerowej stawki celnej. Rosjanie natomiast są gotowi sprzedawać na ulgowych zasadach tylko tyle ropy, ile jest używane na zaspokojenie białoruskiego rynku.

Nie chcą natomiast zgodzić się na ulgowe warunki dostawy ropy, która po przerobie w białoruskich rafineriach jest przeznaczona na eksport na Zachód - m.in. do Polski. Według strony rosyjskiej za tę część surowca Mińsk musi płacić po stawkach komercyjnych.

W pierwszych dniach roku pojawiły się - zdementowane później - doniesienia o przerwaniu rosyjskich dostaw. Jednak "naftowa wojna" już wpłynęła na wzrost cen ropy na światowych rynkach.Istnieje bowiem obawa, że w przyszłości może ona doprowadzić do destabilizacji dostaw surowca rurociągiem "Przyjaźń" (po rosyjsku "Drużba") do Polski i dalej do Niemiec.

Źródło: PAP, RIA Novosti

Źródło zdjęcia głównego: TVN24