Uber nie pojeździ w Niemczech. Jest sądowy zakaz


Uber, czyli aplikacja na smartfony oferująca przewóz osób, została zakazana w Niemczech. Sąd we Frankfurcie orzekł dziś, że firma nie ma niezbędnych zezwoleń, aby działać zgodnie z niemieckim prawem.

Niemiecki sąd zakazał działalności Ubera w tym kraju. Orzekł dziś, że firma nie może przewozić osób zgodnie z niemieckim prawem. Według sądu kalifornijski koncern nie będzie mógł świadczyć usługi UberPop, która była o wiele tańsza niż tradycyjne usługi taksówkarskie.

Będzie apelacja

Rzecznik Ubera zapowiada, że firma nie zawiesi wykonywania usługi, bo złoży w tej sprawie apelację. - Niemcy są jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie. Nadal będziemy pracować w tym kraju i odwołamy się do wyższej instancji. Nie możemy wyhamować postępu technologii, dlatego Uber będzie kontynuować swoją działalność i oferować usługi przewozowe za pośrednictwem aplikacji mobilnych - powiedział w rozmowie z BBC. UberPop działa w Niemczech od początku tego roku. Usługi wykonują kierowcy, którzy nie są bezpośrednio zatrudnieni przez amerykańską firmę. Do transportu osób używają własnych samochodów.

Duże protesty

Przeciwko Uberowi protestowali już taksówkarze w kilku europejskich miastach, bo boją się, że klienci wybiorą tańszą usługę, choć nie zawsze dobrej jakości. Skarżą się też, że firma działa na granicy prawa, a jej sposób działania nie jest wystarczająco uregulowany.

Jak działa Uber?

Firma Uber działa już w kilkudziesięciu krajach na całym świecie. Jej flagowy produkt to aplikacja na smartfony, która pozwala zamówić przejazd z jednego miejsca w mieście do drugiego za opłatą. Samochód można zamówić też przez SMS. Mobilny system pozwala też w komórce śledzić położenie pozycji na mapie auta, które zamówiliśmy. Dzięki temu wiemy np. jak długo jeszcze przyjdzie nam czekać na przejazd. Usługa różni się od tradycyjnych taksówek tym, że kierowcą nie jest licencjonowany i znający na pamięć każdą ulicę w mieście taksówkarz, a często przypadkowa osoba, która chce po prostu dorobić po pracy. Ta różnica odbija się w cenie, bo przejazd z Uberem jest zwykle tańszy niż w tradycyjnej taryfie na usługach korporacji.

Uber na smartfonie

Kolejną różnicą jest to, że pasażerowie nie płacą bezpośrednio kierowcy, a przez aplikację kosztem kursu obciążana jest ich karta płatnicza. Z tej kwoty 80 proc. otrzymuje prowadzący auto, a 20 proc. trafia do Ubera.

Gościem TVN24 Biznes i Świat był prezes iTaxi Stefan Batory
Gościem TVN24 Biznes i Świat był prezes iTaxi Stefan BatoryTVN24 Biznes i Świat

Autor: msz//bgr / Źródło: BBC, tvn24bis.pl

Pozostałe wiadomości