Najnowsze

Rodzice nabijani w polisy. W szkole

Najnowsze

Aktualizacja:
sxc.huUbezpieczyciele razem ze szkołami naciągają Polaków na rzekomo obowiązkowe ubezpieczenia uczniów

Ubezpieczyciele razem ze szkołami naciągają Polaków na rzekomo obowiązkowe ubezpieczenia uczniów - pisze środowa "Rzeczpospolita". Chodzi o polisy od tzw. następstw nieszczęśliwych wypadków, w skrócie NNW. Okazuje się, że - jak wyjaśnia gazecie ministerstwo edukacji - takie ubezpieczenie jest dobrowolne.

Gazeta podkreśla, że rodzice uczniów i przedszkolaków dowiadują się o tym, że muszą wykupić polisy, zaraz na początku roku. A pieniądze do szkoły zanoszą na pierwszej wywiadówce.

Nieobowiązkowe

"Rz" podkreśla, że rodzice są jednak nabijani w butelkę - po pierwsze, ubezpieczenia są dobrowolne, a po drugie, ich cena, jeśli kupują je szkoły lub przedszkola, jest zawyżana. Zdaniem gazety beneficjentami są placówki, nauczyciele i firmy ubezpieczeniowe, co skrzętnie ukrywają. Nieświadomi rodzice płacą niepotrzebny haracz - pisze gazeta. Według szacunków "Rz" może on wynosić nawet 70 mln zł rocznie.

Rzeczniczka ministerstwa edukacji wyjaśnia w rozmowie z gazetą, że ubezpieczenie nie jest obowiązkowe. - Umowa ubezpieczeniowa NNW dzieci i młodzieży szkolnej powinna być dobrowolną umową ubezpieczenia - podkreśla Joanna Dębek.

"Rzeczpospolita" ocenia, że ubezpieczenia mają też konkretny cel - w razie wypadku ograniczają ryzyko roszczeń rodziców wobec szkół. Rodzic otrzymuje odszkodowanie od ubezpieczyciela i zazwyczaj uważa sprawę za zamkniętą.

Kto da więcej?

Gazeta twierdzi też, że "niepokojące są praktyki szkół i przedszkoli przy pobieraniu opłat za polisy". Na podstawie rozmów z agentami ubezpieczeniowymi dziennik odtwarza dwa podstawowe rozwiązania. - Szkoły domagają się na wstępie prowizji dla siebie. Wynosi ona od 20 do nawet 40 proc. Jest przekazywana placówkom w formie darowizny. Jeśli zatem polisa kosztuje ok. 30 zł, rodzic płaci za nią ok. 40 zł, nie wiedząc, że 10 zł ląduje w szkole - opowiada gazecie Paweł Sowa, agent ubezpieczeniowy, który - jak zaznacza dziennik - zdecydował się przerwać zmowę milczenia firm ubezpieczeniowych i szkół.

Agent dodaje, że był świadkiem "licytacji na prowizje". - W gabinecie dyrektor siedziało nas trzech agentów i dyrektor pytała, kto da więcej. Odpadłem przy 35 proc. - dodaje Sowa.

"Rzeczpospolita" przybliża też inny sposób sprzedaży polis. Gazeta powołuje się na innego, pragnącego zachować anonimowość, agenta ubezpieczeniowego. - Szkoła ubezpiecza zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Cena takiej polisy NNW to ok. 30 zł. Ale szkoła nie pobiera od rodziców tej kwoty, tylko powiększa ją o koszty polis nauczycieli. A zatem jeśli mamy 200 uczniów i 30 nauczycieli, rodzice powinni zapłacić 6 tys. zł, a pedagodzy 900 zł. Tak się jednak nie dzieje. Koszty są sumowane i przerzucane na rodziców. Płacą zatem nie po 30 zł, ale po 34,5 zł, nie wiedząc, że ubezpieczają też nauczycieli - tłumaczy gazecie agent.

Sprawdzać

Praktyki, o których pisze "Rz", potwierdza gazecie Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Ubezpieczonych. Zachęca, by rodzice dowiadywali się w szkołach, jakie są warunki zawieranych polis i za co płacą.

Z kolei analityk Polskiej Izby Ubezpieczeń Marcin Tarczyński podkreśla, że nie słyszał o darowiznach na rzecz szkół - pisze gazeta. I dodaje, że Tarczyński przyznaje, że w ubezpieczeniu uczniów jest zawierane ubezpieczenie OC nauczycieli - podaje "Rzeczpospolita".

Autor: mn//gry / Źródło: PAP, Rzeczpospolita

Źródło zdjęcia głównego: sxc.hu

Pozostałe wiadomości