Prezes pracownikowi zapłaci z własnej kieszeni

Najnowsze

Aktualizacja:
TVN24Temida tym razem stanęła po stronie pracownika

Przeszło 22 tysiące zł ma dostać od członków zarządu zlikwidowanej firmy jej były pracownik. Wyrok zasądzający od Janusza K. i Mariana W. zapłatę za nadgodziny zapadł w Sądzie Rejonowym w Opolu.

Marek Masalski był pracownikiem firmy Strażnica Sp. z o.o. w Kędzierzynie-Koźlu, zajmującej się ochroną przeciwpożarową zakładów chemicznych. Przed trzema laty wygrał przed sądem pracy proces przeciwko pracodawcy o zapłatę za nadgodziny - miał dostać ponad 20 tys. zł.

Miał, ale nie dostał - pieniędzy nie wydobył nawet komornik: postawiona już wtedy w stan likwidacji spółka nie miała żadnego majątku.

Zlikwidowali, żeby nie płacić?

Masalski uznał, że firma została celowo zlikwidowana, by uniknąć zaspokojenia licznych roszczeń pracowniczych, w tym jego. W tej sytuacji pozwał o zapłatę członków zarządu zlikwidowanej firmy.

Sąd podzielił jego argumentację. W ocenie wydającej wyrok sędzi Ewy Kuczyńskiej-Hundt, odpowiedzialność pozwanych członków zarządu "jest niewątpliwa". - Jest protokół bezskutecznej egzekucji, były wezwania do zapłaty przeciwko spółce i przeciwko pozwanym - powiedziała sędzia.

Podkreśliła, że przepisy kodeksu spółek handlowych pozwalają pozwanym uwolnić się od odpowiedzialności, gdyby ci w odpowiednim czasie złożyli wniosek o upadłość spółki. - Co to jest odpowiedni czas? To jest taki czas, który umożliwia choćby częściowe zaspokojenie wierzycieli. Tutaj takiej sytuacji nie ma, bo wniosek złożony przez ostatniego prezesa został oddalony z powodu braku majątku. Czyli było zdecydowanie za późno - mówiła uzasadniając wyrok.

Pro publico bono

Sprawa Masalskiego była objęta Programem Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zdaniem wnioskodawcy na wyrok w jego sprawie czekało wielu jego kolegów, którzy są w podobnej sytuacji i teraz będą dochodzić należnych im pieniędzy. Masalskiego pro bono (bezpłatnie - w interesie publicznym) reprezentował adwokat Mateusz Boznański.

Adwokat orzeczenie sądu uznał za "słuszne i sprawiedliwe". - Przepis podany przez sąd w uzasadnieniu wyroku jest oczywisty - jeżeli jesteś członkiem zarządu spółki, to masz dbać o nią w taki sposób, żeby spółka spłacała swoje wierzytelności. Jeżeli nie spłacasz wierzytelności, nie potrafisz być dobrym prezesem, to odpowiadasz z własnego majątku - argumentował Boznański.

Adwokat jednego z pozwanych zapowiedział odwołanie od wyroku nakazującego jego klientowi - wraz z drugim pozwanym - zapłatę za zaległe nadgodziny. - Poprosimy o pisemne uzasadnienie wyroku, i z pewnością wywiedziemy apelację. Byłem i jestem przekonany, że mój klient za to roszczenie odpowiadać nie powinien - powiedział dziennikarzom mec. Grzegorz Stasikiewicz.

Źródło: PAP, lex.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24