Polski hazardzista stawia coraz więcej

Najnowsze

Aktualizacja:
Polacy najbardziej lubią stawiać pieniądze na sport i wrzucać je w automaty

W 2006 roku Polscy hazardziści wygrali ponad 5,5 mld zł. Na różnego rodzaju gry wydali zaś aż 8 mld zł - wylicza "Rzeczpospolita". A ich apetyty rosną z każdym rokiem.

Największa wygrywalność jest w kasynach – ok. 80 proc., oraz zakładach bukmacherskich – między 75 a 80 proc.

– Działalność ta jest okupiona dużym ryzykiem, zwłaszcza gdy wszyscy decydują się obstawiać np. tę samą drużynę. Dlatego zdarza się nam odmawiać przyjmowania zakładów, gdy ktoś chce postawić bardzo duże pieniądze – mówi Tomasz Chalimoniuk, prezes firmy Totolotek, która ma ok. 30 proc. rynku zakładów wzajemnych.

Państwowe Lotto to nie to

Najmniejsza wygrywalność jest w grach Totalizatora Sportowego (najpopularniejsze to Duży Lotek, Multilotek i Express Lotek) – niewiele ponad 50 proc. Spółka uskarża się, że nie może pod tym względem konkurować z firmami prywatnymi.

Mniejsza wypłacalność wynika z dodatkowych obciążeń. W 2006 roku z tytułu podatku od gier Totalizator wpłacił do kasy państwowej ok. 460 mln zł, czyli ok. 4 razy więcej, niż wyniosły wpływy z analogicznego podatku od organizatorów gier na automatach o niskich wygranych (ok. 115 mln zł). - Jesteśmy też obciążeni dopłatami na sport i kulturę. To dodatkowe ok. 570 mln w 2006 roku. Na przykład automaty o niskich wygranych nie są obciążone takimi dopłatami – wyjaśnia Anna Słomska, rzeczniczka TS.

Lepiej wrzucać w "owocówki"?

Atakowane przez państwowego monopolistę automaty (tzw. fruit machines) to obecnie najpopularniejszy segment hazardu w naszym kraju. W I półroczu 2007 roku Polacy zaryzykowali w grach na jednorękich bandytach ponad 2,2 mld zł. Faktyczny przychód firm sięgnął jednak niespełna 600 mln zł. Pozostała kwota trafiła z powrotem do graczy.

– Poziom wygrywalności w grach na automatach czy w kasynach jest podobny na całym świecie i oscyluje wokół 75 proc. Wynika to z oprogramowania maszyn. Gdyby wygrywalność była mniejsza, gry stałyby się nieatrakcyjne – wyjaśnia Jan Kosek, wiceprzewodniczący Związku Pracodawców Prowadzących Gry Losowe i Zakłady Wzajemne i wiceprezes firmy Filmotechnika, która ma 25 salonów gier.

Kosek podkreśla, że wydatki Polaków na hazard wydają się tak gigantyczne, gdyż zwykle drobniejsze nagrody są reinwestowane w kolejną grę. – W totka każdy gra, żeby trafić szóstkę. Jak ma trójkę, to za wygraną kupuje zazwyczaj kolejny kupon – podsumowuje.

Źródło: Rzeczpospolita