Państwo dopłaci do prywatyzacji stoczni

Najnowsze

Aktualizacja:

- Mamy do czynienia z prywatyzacją, do której skarb państwa będzie musiał dopłacić. Trzeba pokryć część starych długów, żeby ktoś inny mógł zapłacić resztę i zainwestować. Ile ostatecznie państwo dopłaci, okaże się, gdy uzgodnimy umowy prywatyzacyjne - powiedział minister skarbu Aleksander Grad w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". Drugi wariant? Prywatyzacja przez upadłość - ta opcja byłaby mniej kosztowna.

Minister Skarbu Państwa ujawnił ile, według wstępnych szacunków, będzie kosztować państwo spłacenie długów stoczni w przypadku ich prywatyzacji.

- Stare długi w Stoczni Gdynia wynoszą co najmniej 1,5 mld zł, a inne rodzaje ryzyka wycenione są na kilkaset milionów. Jednak dzięki renegocjacji wielu kontraktów zmniejszono tę sumę do 500 mln zł. Przewidujemy różne mechanizmy przekazania środków inwestorom: mogą być zarówno w gotówce jak i akcjach - informuje minister.

Chodzi teraz tylko o to, żeby Skarb Państwa musiał dołożyć jak najmniej - powiedział Grad w "Rzeczpospolitej". Jedynym dobrym rozwiązaniem dla stoczni jest prywatyzacja – niezależnie od tego, czy Komisja Europejska zaakceptuje nasz program, czy nie.

Prywatyzacja poprzez upadłość

Co się stanie, jeśli Komisja Europejska negatywnie zaopiniuje program prywatyzacyjny? Jak mówi Aleksander Grad, wtedy stocznie czeka prywatyzacja poprzez upadłość.

W przypadku takiej decyzji, Skarb Państwa się od niej odwoła ale, zdaniem Grada, "upadłość w przypadku negatywnej decyzji KE i tak jest nieunikniona". Stocznie nie będą mieć środków na funkcjonowanie, a Skarb Państwa nie będzie mógł już do nich dopłacać. Ale nawet upadłość nie oznacza końca świata.

Jak pisze "Rzeczpospolita", nieoficjalnie można usłyszeć, że doradcy rekomendują scenariusz upadłościowy jako mniej kosztowny.

- Mamy przygotowane różne symulacje, wyliczenia, analizy dla scenariusza negatywnego, które pokazują, że to nie byłby łatwy i w dłuższym horyzoncie tańszy proces - odpowiada minister skarbu.

Ostateczne powodzenie pozytywnego scenariusza jest w rękach inwestorów i KE.

Czy stocznie dotrwają do prywatyzacji?

Jak mówi Aleksander Grad, na razie stocznie funkcjonują normalnie. - Jeśli decyzja będzie pozytywna, to inwestorzy wezmą na siebie ciężar utrzymania stoczni do czasu podpisania ostatecznych umów prywatyzacyjnych.

Już w tej chwili Mostostal Chojnice przygotowuje z Agencją Rozwoju Przemysłu rozwiązania, które pozwolą mu wspierać Stocznię Szczecińską - informuje Grad.

Jeśli zaś decyzja będzie negatywna, wówczas sprawy weźmie w swoje ręce syndyk. Zdaniem Grada, istnieją różne możliwości prawne, by finansować wynagrodzenia m.in. wykorzystać fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych.

Przyszłość stoczni

W rozmowie z "Rzeczpospolitą" Aleksander Grad przyznał, że decyzja, jakiego rodzaju produkcja będzie odbywać się w stoczni, będzie należeć do inwestora.

Wiadomo jednak, że przy prywatyzacji mniejszościowym akcjonariuszem stoczni w Gdyni i Gdańsku pozostanie przez pewien czas Agencja Rozwoju Przemysłu. Utrzyma pakiet poniżej 25 proc.

Do 12 września Polska musi przesłać Brukseli ostateczne plany restrukturyzacji stoczni. Komisja Europejska domaga się, by plany restrukturyzacji zakładów w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie zapewniały ich długoterminową rentowność, przewidywały redukcję mocy produkcyjnych, wysoki wkład własny inwestorów i nie prowadziły do kolejnych dotacji.

Źródło: "Rzeczpospolita"