Nasze ceny polecą w dół?

TVN24 Biznes

Aktualizacja:
TVN24Wygląda na to, że Polacy będą płacić mniej za zakupy

Inflacja będzie się obniżać, może dojść nawet do deflacji - uważają ekonomiści, cytowani przez "Rzeczpospolitą". Według gazety, w ciągu najbliższych dwóch lat możemy się spodziewać spadku cen żywności i paliw.

GUS przedstawi dane na temat grudniowej inflacji dopiero w połowie stycznia. Wstępne szacunki za ubiegły miesiąc ujawniło natomiast Ministerstwo Finansów. Resort oczekuje obniżenia się inflacji do 3,4 proc., a ekonomiści dodają: to dopiero początek spadku wskaźnika inflacji w Polsce.

– W sytuacji gdy świat czeka ostre spowolnienie i recesja, naturalną rzeczą jest jednoczesny spadek inflacji – tłumaczy na łamach "Rzeczpospolitej" prof. Stanisław Gomułka, ekonomista BCC. – Kilka państw może nawet stanąć w obliczu deflacji. Ten problem dotknie Stany Zjednoczone, gdzie w listopadzie w porównaniu do października ceny obniżyły się o 1,7 proc., co było największym spadkiem od 1947 roku - dodaje Gomułka.

"Takiego zjawiska dawno nie obserwowaliśmy"

Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego z PricewaterhouseCoopers, ryzyko deflacji można zaobserwować praktycznie we wszystkich krajach rozwiniętych. – W Polsce także będziemy obserwować zjawiska deflacyjne, ale na przeciwnym biegunie znajdą się rosnące ceny węgla czy energii – wyjaśnia ekonomista.

– Takiego zjawiska dawno nie obserwowaliśmy, aby w ciągu czterech – pięciu miesięcy całkowicie odwróciły się oczekiwania: od strachu przed inflacją do strachu przed deflacją – uważa w rozmowie z "Rzeczpospolitą" ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak.

– Przypomnę, że jeszcze w czerwcu EBC podnosił stopy procentowe, aby już po czterech miesiącach je ciąć - dodaje.

Słabszy popyt, niższa cena

Jak przypomina "Rzeczpospolita", prognozy inflacji dla Polski na ten rok wahają się od niespełna 2 proc. do ponad 3 proc. Zwolennicy niskiej inflacji najczęściej wskazują na spadające ceny żywności i paliw. – Z tego powodu w pierwszym półroczu możliwa jest nawet przejściowa deflacja – twierdzi ekonomista BGŻ Dariusz Winek.

– Słabszy popyt, z jakim zapewne będziemy mieli do czynienia, oznacza niższe zamówienia dla krajowych firm. Przełoży się to m.in. na mniejszą zdolność tych firm do dawania podwyżek pracownikom, a mniejsze zakupy u kooperantów z kolei przełożą się na gorsze nastroje - tłumaczy Marcin Mrowiec z Pekao SA.

– Także słabszy globalny popyt wpłynie na silne spadki cen surowców i energii, m.in. ropy naftowej, co z kolei obniży koszty, pozwalając na spadek cen produktów finalnych - dodaje.

Źródło: "Rzeczpospolita"

Źródło zdjęcia głównego: TVN24