Minister Grad rezygnuje po wyborach

Najnowsze

Aktualizacja:

- Każdy szef tak gigantycznej korporacji, jaką jest Ministerstwo Skarbu Państwa, zarządzający ogromną ilością aktywów i spółek powinien powiadomić rynek, kiedy odchodzi - mówi w rozmowie z onet.pl minister skarbu Aleksander Grad. Podkreśla, że choć zrobił wiele, to "kierowanie resortem przez jedną kadencję w zupełności wystarczy".

Odwołanie przez opozycję ministra Aleksandra Grada nie powiodła się. On sam jednak zapowiada, że nawet po wygranych przez PO wyborach, nie zamierza piastować swojego stanowiska. - Ilość spraw i trudnych decyzji, które przyszło mi zrealizować przez ostatnie lata jest tak duża, że jedna kadencja na tym stanowisku, które jest niewątpliwie prestiżowe, w pełni wystarczy. Żaden z moich poprzedników nie kierował Ministerstwem Skarbu Państwa aż tak długo. Przeciętny czas na stanowisku Ministra Skarbu Państwa wynosił dotychczas dziewięć miesięcy - powiedział minister.

Aleksander Grad zaprzeczył też, że umówił się z premierem na taki scenariusz, w zamian za co Donald Tusk nie zdymisjonował ministra po fiasku prywatyzacji stoczni.

Kto za Grada? Na pewno nikt z SLD

Minister nie dał się namówić na odpowiedź na pytanie, kogo widziałby po wyborach na swoim miejscu. - Myślę, że jeśli PO wygra wybory parlamentarne w październiku, a wierzę, że wygra, to ktoś nowy ze świeżymi siłami będzie mógł kontynuować moje dzieło. Premier Tusk na pewno kogoś zaproponuje - powiedział.

Jak dodał, nie widziałby na pewno nikogo z SLD, podkreślając, że do koalicji Platformy i Sojuszu nie dojdzie. - Widać, że Sojusz wolałby dzisiaj zawrzeć koalicję z PiS. Nie widzę kandydatów z SLD przygotowanych do kierowania resortem skarbu państwa - stwierdził.

"Nie jestem w stanie leczyć wszystkich fobii PiS-u"

Minister odniósł się też do niektórych zarzutów stawianych mu przez opozycję, a zwłaszcza PiS. - PO nie chce i nie chciała prywatyzacji lasów państwowych i jest to zapisane w dokumentach. PiS opowiada różne absurdy, wywołuje strach w społeczeństwie, a później zbiera podpisy i udaje, że im przeciwdziała. Kolejny tani chwyt polityczny PiS - powiedział.

- Nie jestem w stanie zbiorowo leczyć wszystkich fobii PiS-u. Warto, żeby Jarosław Kaczyński zastanowił się, czy nie postawić przed Trybunałem Stanu swojego byłego Ministra Skarbu Państwa – Wojciecha Jasińskiego - za zaniechania prywatyzacji i niektóre umowy, które kosztują państwo miliardy złotych - dodał.

Źródło: Onet.pl