Google debatuje nad "prawem do bycia zapomnianym". Najpierw Madryt


Szef Google'a Eric Schmidt wraz z panelem ekspertów uczestniczył we wtorek w Madrycie w pierwszej z siedmiu publicznych narad w Europie, mających pomóc tej firmie w określeniu, jak egzekwować "prawo do bycia zapomnianym".

Na mocy decyzji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z maja br. Europejczycy mogą żądać od Google'a usunięcia z wyników wyszukiwania w internecie pozycji, które wydają im się "nieodpowiednie, nieistotne lub przestały być aktualne", nawet jeśli ich publikacja jest zgodna z prawem.

Odpowiedzi

Na swoich europejskich stronach Google wprowadził stosowny formularz wraz z informacją, jak dochodzić "prawa do bycia zapomnianym". Nie jest do tego zobowiązany poza Europą. Google otrzymał już ponad 120 tys. wniosków o usunięcie 457 tys. linków. - Potrzebne jest wyważenie między prawem do informacji a prawem do prywatności - podkreślił we wtorek Schmidt przed wysłuchaniem opinii hiszpańskich ekspertów ds. prywatności i prawa do wiedzy. Internetowy gigant zwraca uwagę, że niektóre decyzje usunięcia lub odmowy usunięcia konkretnych rezultatów wyszukiwania są względnie proste. Rozpoczęte w Europie narady mają pomóc w rozpatrywaniu mniej oczywistych przypadków. Chodzi m.in. o wnioski byłych polityków, krytykowanych za ich działalność, przestępców, którzy sprzeciwiają się publikowaniu informacji o nałożonych na nich karach, a także o niekorzystne opinie o architektach, nauczycielach, czy o wpisy, których autorzy po jakimś czasie zaczęli się ich wstydzić. Google nie ujawnił, ile wniosków zostało już rozpatrzonych pozytywnie, ale zapowiedział opublikowanie tych informacji w najbliższym czasie.

Przełomowe orzeczenie o prawie do bycia zapomnianym unijny trybunał wydał w sprawie skargi złożonej w 2010 r. przez obywatela Hiszpanii przeciwko Google'owi. Skarżył się on, że w wynikach wyszukiwania po wpisaniu jego imienia i nazwiska Google odsyłał do artykułów prasowych sprzed 16 lat, które dotyczyły licytacji jego nieruchomości za długi. Hiszpan argumentował, że zadłużenie spłacił i nie chce, by jego nazwisko było wciąż łączone z tamtą sprawą.

Autor: mn//km / Źródło: PAP

Pozostałe wiadomości