GM walczy o życie

Najnowsze

Aktualizacja:

Amerykański koncern motoryzacyjny General Motors wciąż walczy o przetrwanie na rynku. Najnowszy plan ratowania koncernu opracowany przez jego nową dyrekcję przewiduje dalsze drastyczne cięcia zatrudnienia i przekazanie państwu ponad połowy udziałów przedsiębiorstwa.

W ramach planu GM zapowiedział eliminację kolejnych 21 tysięcy miejsc pracy, zamknięcie 13 fabryk i zmniejszenie liczby zakładów dealerskich do 3605 do 2011 roku, czyli o 42 procent w porównaniu z rokiem ubiegłym. Planuje także likwidację wydziału produkującego Pontiaca, jedną z jego najpopularniejszych marek w USA.

Plan zakłada, że GM, największy amerykański koncern samochodowy, a do niedawna największy na świecie, będzie miał ostatecznie tylko 38 000 pracowników związkowych i 34 fabryki w USA. Oznacza to mniej więcej dziesięciokrotną redukcję byłego giganta, który u szczytu swej potęgi w latach 70. zatrudniał 395 000 pracowników w ponad 150 fabrykach.

Plany na przyszłość

General Motors ma nadzieję w ten sposób przetrwać i w 2014 r. kontrolować, jak obecnie, 18,5 procent rynku w USA. W zeszłym roku jego udział na rynku wynosił 22,1 procent, a w latach 70. ponad 50 procent.

Wszystkie te odchudzające posunięcia mają przekonać administrację prezydenta Obamy do udzielenia koncernowi kolejnej pożyczki rządowej w wysokości 11,6 miliarda dolarów. GM otrzymał już 15,4 mld dolarów. Jednym z warunków pożyczki była zmiana kierownictwa - dyrektora naczelnego Ricka Wagonera zastąpił Frederick ("Fritz") Henderson.

Akcje zamiast długów

Plan restrukturyzacji przewiduje też, że dług wobec rządu GM spłaci przekazaniem mu na własność co najmniej połowy akcji przedsiębiorstwa. Administracja chce, aby były to akcje dające prawo głosowania nad decyzjami firmy (common stock).

Natomiast 39 procent akcji firmy otrzymałby, według tego planu, zrzeszający jej pracowników związek zawodowy United Auto Workers. Oznacza to przejęcie kontroli nad wciąż największym koncernem samochodowym w USA przez państwo i związki zawodowe.

Źródło: PAP