Bułgaria na europejskim dywaniku. Poszło o South Stream

Najnowsze

Aktualizacja:
red. | TVN24 Biznes i Świat3.06 | Komisja Europejska zwróciła się do bułgarskiego rządu o zaprzestanie prac nad budową gazociągu South Stream

Komisja Europejska wszczęła procedurę prawną przeciw Bułgarii w związku z wyborem inwestora bułgarskiego odcinka gazociągu South Stream - poinformowały w poniedziałek media bułgarskie z Brukseli. Zastrzeżenia KE dotyczą procedury wyboru inwestora.

Jak poinformowała Chantal Hughes, rzeczniczka unijnego komisarza ds. rynku wewnętrznego Michela Barniera, władze bułgarskie mają miesiąc na przekazanie oficjalnych informacji o sposobie zorganizowania i przeprowadzenia konkursu na wybór inwestora, dostawy materiałów, szkolenie personelu i wprowadzenie do użytku bułgarskiego odcinka gazociągu.

Wbrew UE

- Rozumiemy, że rząd bułgarski zdecydował się rozpocząć budowę gazociągu South Stream. Wyrażaliśmy już zaniepokojenie w kwestii przestrzegania (przez Bułgarię) reguł unijnych w dziedzinie energetyki. Mamy również podstawy, by sądzić, że naruszone są również inne regulacje rynku wewnętrznego, a konkretnie te, które dotyczą zlecenia zamówień publicznych - powiedziała Hughes, cytowana przez portal internetowy Mediapool. W oficjalnym stanowisku, ogłoszonym w poniedziałek wieczorem, resort gospodarki i energetyki podkreślił, że Bułgaria wielokrotnie potwierdzała swoje zaangażowanie na rzecz przestrzegania unijnych regulacji prawnych w związku z budową bułgarskiego odcinka South Stream. "Spodziewamy się oficjalnego listu od KE z pytaniami, na które Komisja spodziewa się (w odpowiedzi) oficjalnego komentarza, i wyślemy odpowiedź we wskazanym terminie" – głosi komunikat.

Bułgaria tłumaczy

Resort zapewnił też, że proces "wyboru wykonawcy zamówienia na projekt, dostawy materiałów, budowę, szkolenie personelu oraz wprowadzenie do użytku bułgarskiego odcinka gazociągu został przeprowadzony zgodnie z ustawodawstwem bułgarskim i europejskim". Z kolei szef Gazpromu Aleksiej Miller, cytowany przez rosyjską agencję ITAR-TASS, oświadczył, że nikt nie może zabronić budowy South Stream jako alternatywnej trasy dostaw rosyjskiego gazu do Europy.

Biznes z sankcjami

W ubiegłym tygodniu w Sofii podano oficjalne wyniki ogłoszonego w grudniu 2013 r. konkursu na budowę bułgarskiego odcinka South Stream. Wygrało go konsorcjum rosyjskiego Strojtransgazu i pięciu bułgarskich spółek. Firma stojąca na czele konsorcjum - Strojtransgaz - należy do biznesmena Giennadija Timczenki, który został objęty sankcjami USA po aneksji Krymu przez Rosję. Timczenko - według pisma "Forbes" - jest szósty na liście najbogatszych Rosjan; łączą go przyjacielskie kontakty z prezydentem Władimirem Putinem. Wśród bułgarskich uczestników konsorcjum są z kolei, według mediów bułgarskich, spółki związane z kręgami zbliżonymi do obecnych władz.

Prezent dla Rosji

Liczący 3600 km South Stream to wspólny projekt Gazpromu i włoskiej firmy ENI, który ma zapewnić dostawy rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej z pominięciem Ukrainy. Przepustowość South Streamu ma wynieść 63 mld m sześc. gazu rocznie. Rura ma prowadzić z Rosji przez Morze Czarne do Bułgarii, a następnie do Serbii, na Węgry, do Austrii i Słowenii. Ma to być kolejny, po Nord Stream, rurociąg omijający Ukrainę. Bułgarski, lądowy odcinek South Stream długości 540 km ma mieć trzy stacje kompresorowe i jedno, 59-kilometrowe, odgałęzienie. W niedzielę komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger uzależnił realizację planów budowy przez Gazprom gazociągu South Stream od postawy politycznej Rosji w kryzysie na Ukrainie.

Autor: msz/klim/ / Źródło: PAP