Bez GMO zbankrutujemy?

Najnowsze

Aktualizacja:
TVN24GMO ma wielu przeciwników, ale jej stosowanie wydaje się z czasem nieuniknione

- Jeśli rząd nie zmieni ustaw o żywności genetycznie modyfikowanej, grozi nam wzrost cen żywności i spadek produkcji - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Sejm poprzedniej kadencji przyjął dwie ustawy o stosowaniu w Polsce roślin genetycznie modyfikowanych (GMO). Od 1 stycznia 2008 roku nie będzie można takich roślin uprawiać na terenie Polski (ustawa o nasiennictwie), a od 12 sierpnia używać pasz z GMO w żywieniu zwierząt (ustawa paszowa). Takich roślin nie będzie też można na teren Polski sprowadzać z innych krajów. To z pewnością zadowala ekologów, którzy głośno protestują przeciwko stosowaniu GMO. Tyle, że szczytne idee często zderzają się z brutalnym światem.

"Czystość" za wszelką cenę?

Tak restrykcyjnych przepisów nie ma żaden inny kraj członkowski. Ustawy są sprzeczne z prawem unijnym, za co grozi nam kara nawet do ponad 200 tys. euro dziennie, jaką może nałożyć na nas Komisja Europejska. Ale co więcej, zdaniem ekspertów wywołają one spadek produkcji mięsa, mleka i jaj oraz wzrost cen żywności i efekt inflacyjny.

Co zjedzą zwierzęta, które jemy?

W praktyce bój idzie o śrutę sojową, w 85 proc. pochodzącą z nasion genetycznie modyfikowanych, która jest podstawowym składnikiem pasz. Polscy producenci pasz bazują na importowanej śrucie z GMO, bo jest łatwo dostępna, tańsza i bardziej wydajna,

Soję w karmieniu zwierząt teoretycznie można zastąpić paszami opartymi na grochu, łubinie czy soczewicy, które od wieków uprawia się w Polsce. Są one jednak produkowane w zbyt małych ilościach i nie ma możliwości radykalnego zwiększenia upraw, zaś koszty ich wytwarzania są bardzo wysokie. Dają niższe plony, a nasiona trzeba dosuszać, co podnosi koszty produkcji.

Można też zamiast soi karmić zwierzęta śrutą rzepakową, której mamy w Polsce obfitość. Tyle że można ją dawać tylko w ograniczonych ilościach. Dawana w nadmiarze pogarsza opłacalność chowu kurcząt i świń, u kur niosek powoduje przykry "rybny" zapach jaj, a krowom obniża mleczność.

Dobre intencje kontra zimna ekonomia

Eksperci z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa twierdzą, że zakaz stosowania śruty sojowej z soi GMO obniży opłacalność produkcji zwierzęcej nawet o 30 proc. Najbardziej zakaz uderzy w hodowców kurcząt brojlerów, bo właśnie pasze dla drobiu są głównie oparte na soi. Ptaki będą musiały być dłużej karmione, by osiągnąć swoją wagę, i zjedzą więcej paszy. Z wyliczeń prof. Jadwigi Seremak-Bulge z Instytutu wynika, że teraz, by wyhodować kilogramowego kurczaka, rolnik musi go karmić średnio przez 40 dni i wystarczy mu na to 1,8 kg pasz. Po wejściu w życie zakazu stosowania pasz z GMO tucz kilogramowego kurczaka wydłuży się do 47 dni, a zużycie paszy wzrośnie do 2,1 kg.

Jest drogo? - Będzie jeszcze drożej

Wzrost kosztów produkcji przełoży się na ceny dla konsumentów. Według szacunków ekspertów z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa mięso drobiowe podrożeje o 40-50 proc., mięso wieprzowe o 15-20 proc, jajka o 30-40 proc. Tak gwałtowna zmiana cen podstawowych artykułów żywnościowych musi spowodować efekt inflacyjny.

Automatycznie spadnie też produkcja mięsa i jaj. Wycofanie śruty sojowej w karmieniu kur niosek i produkcji jaj oznacza likwidację wielkich stad kur. Zaś w karmieniu krów obniży ich wydajność o 1000-2000 kg mleka rocznie, czyli ok. 20 proc.

Czy naprawdę warto?

- To wcale nie oznacza, że polscy konsumenci będą jedli mniej drobiu czy jaj. To tylko oznacza, że będą jedli mniej polskich produktów. Nie ma bowiem żadnego zakazu, by do naszego kraju wjeżdżały kurczaki np. z Czech karmione paszami z GMO - mówi Maciej Tomaszewicz z Izby Zbożowo-Paszowej.

Dlatego eksperci apelują do rządu o wstrzymanie na najbliższe trzy lata zakazu stosowania pasz z GMO. W 2011 roku wygasają już wydane zezwolenia na import pasz z GMO (zdaniem wielu prawników nowa ustawa o paszach łamie wcześniejsze ustalenia). - Z drugiej strony liczymy na rozsądek obecnego parlamentu, który w ciągu tych trzech lat zmieni ustawę o paszach. Rząd uniknie kar finansowych, a rolnicy wiedzieliby, że mają spokój na trzy lata i nie muszą ograniczać produkcji ze strachu przed wzrostem kosztów - podpowiada Tomaszewicz.

Na razie rząd się waha. Marek Sawicki, nowy minister rolnictwa, wyznał w rozmowie z "Gazetą", że ma dylemat - chciałby, by Polska była krajem produkującym żywność bez GMO, ale zdaje sobie sprawę, że rolnicy mogą nie wytrzymać tak restrykcyjnych przepisów.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Źródło zdjęcia głównego: TVN24