Zima obnaża wszystkie zaniedbania techniczne samochodu. Dlatego jeszcze przed pierwszymi mrozami warto sprawdzić podstawowe elementy auta. Najważniejsze są opony zimowe - letnie w niskich temperaturach twardnieją i dramatycznie tracą przyczepność. Kluczowa jest także głębokość bieżnika oraz prawidłowe ciśnienie, które spada wraz z temperaturą. To drobiazgi, ale właśnie one często decydują o tym, czy zimowa podróż skończy się bezpiecznie.
Akumulator - najsłabsze ogniwo zimą
W mrozie najszybciej "pęka" to, co już wcześniej było na granicy. Akumulator jest tu klasycznym przykładem. Jeśli ma kilka lat, mógł stracić pojemność i przy niskich temperaturach nie dostarczy wystarczającego prądu do rozrusznika.
Dobrym krokiem jest pomiar napięcia spoczynkowego - powinno być powyżej ok. 12,5 V. Drugi sygnał ostrzegawczy to napięcie podczas rozruchu: jeśli spada poniżej 10 V, zwykle oznacza to, że akumulator kwalifikuje się do wymiany.
Do tego dochodzą drobiazgi, które robią różnicę - czyste, dobrze dokręcone klemy. Zaśniedziałe połączenia potrafią skutecznie zablokować przepływ prądu. I jeszcze jedno - przewody rozruchowe w bagażniku to zimą wyposażenie, które potrafi uratować dzień, nawet jeśli nie nam, to komuś obok.
Płyny eksploatacyjne i wycieraczki
Zimowy płyn do spryskiwaczy to obowiązek, bo letni zamarza już przy lekkim mrozie. Skutek bywa prosty: brak spryskiwaczy, gorsza widoczność, a w skrajnym przypadku uszkodzenie zbiorniczka lub przewodów.
Wystarczy kilka stopni na minusie, by w instalacji powstała lodowa blokada. Dlatego przed pierwszymi przymrozkami płyn trzeba wymienić na zimowy, najlepiej o odporności do -20 st. C lub niższej. Przy okazji warto sprawdzić wycieraczki - zużyte pióra nie tylko gorzej czyszczą, ale mogą też porysować szybę.
Równie ważny jest płyn chłodniczy. Świeży zwykle wytrzymuje około -30 st. C, ale stary, wyeksploatowany może stracić parametry i zamarznąć w układzie, grożąc uszkodzeniem pompy wody albo nawet rozerwaniem przewodów. Jeśli są wątpliwości co do temperatury krzepnięcia, lepiej płyn wymienić.
Do listy kontrolnej warto dopisać poziom oleju silnikowego oraz płyn hamulcowy i wspomagania - rzadziej robią kłopot w mrozie, ale zimą wszystko pracuje w trudniejszych warunkach.
Drzwi, uszczelki i zamki
Przymarznięte drzwi potrafią zepsuć poranek szybciej niż spóźniony autobus. Żeby tego uniknąć, gumowe uszczelki drzwi i bagażnika warto zabezpieczyć preparatem na bazie silikonu albo techniczną wazeliną.
Smarujemy dokładnie wszystkie gumowe elementy - także w klapie bagażnika i przy szyberdachu - dzięki temu guma nie przymarznie do karoserii i nie popęka.
Jeśli auto ma klasyczne zamki, również lepiej działać zawczasu. Po deszczu i odwilży w zamku zostaje wilgoć, która potem zamarza. Specjalny smar do zamków wypiera wodę z mechanizmu i ogranicza ryzyko zamarznięcia zamka. Odmrażacz do zamków warto mieć pod ręką, ale nie w samochodzie - tylko w domu albo w kieszeni. To samo dotyczy odmrażacza do szyb: ma być dostępny wtedy, kiedy auto jest skute lodem.
Paliwo i bak zimą
W dieslu kluczowa jest jakość paliwa w mrozie. Tankujemy zimowy olej napędowy, a w razie potrzeby można stosować dodatki antyżelujące. Olej napędowy w niskich temperaturach wytrąca kryształki parafiny, które potrafią zatkać filtr i unieruchomić auto.
Profilaktyczny dodatek obniżający temperaturę krzepnięcia nie zaszkodzi, a może ochronić przed problemem przy srogich mrozach. Jeśli paliwo już "stanęło", zwykle nie ma cudów - potrzebny jest ciepły garaż albo awaryjny preparat do baku, który rozpuści parafinę.
W benzyniakach problem wygląda inaczej: przy niskim poziomie paliwa w zbiorniku skrapla się wilgoć, a zamarznięta woda może zablokować przewody lub pompę. Dlatego zimą warto utrzymywać wyższy stan paliwa i unikać jazdy "na rezerwie". To nie tylko kwestia wilgoci, ale też ryzyko uszkodzenia elektrycznej pompy paliwa, która jest chłodzona paliwem.
Zimowe wyposażenie auta
Zimowe minimum w aucie jest proste: skrobaczka, najlepiej z miotełką do śniegu. Do tego odmrażacz do szyb w sprayu i mała łopatka do śniegu - szczególnie przydatna, gdy zaspy odetną auto od drogi.
W trudniejszych warunkach pomagają łańcuchy śniegowe albo opaski antypoślizgowe, które potrafią uratować sytuację, gdy ugrzęźniemy.
W zimowym zestawie przydają się też rękawiczki, latarka, koc i naładowany powerbank lub telefon. I ważna zasada: przed jazdą odśnieżamy całe auto - nie tylko szybę, ale też dach, reflektory i tablice. Śnieg z dachu potrafi spaść w trakcie jazdy na własną albo cudzą szybę i stworzyć realne zagrożenie.
Gdy samochód nie chce odpalić
Mroźny poranek i cisza po przekręceniu kluczyka to scenariusz, który zna wielu kierowców. Najważniejsze to zachować spokój i działać metodycznie. Najpierw wyłączamy wszystko, co pobiera prąd - ogrzewanie, nawiew, radio, światła. Im mniej obciążony akumulator, tym większa szansa, że rozrusznik da radę.
W manualu wciskamy sprzęgło do oporu i upewniamy się, że jest luz - odłączenie silnika od skrzyni zmniejsza opory. W automacie startujemy na "P" lub "N".
W dieslu czekamy, aż zgaśnie kontrolka świec żarowych, a przy dużym mrozie można powtórzyć podgrzewanie, by ułatwić zapłon.
Rozruch wykonujemy z wyczuciem - nie kręcimy długo "na siłę". Jeśli silnik nie zaskakuje po kilku sekundach, robimy przerwę, czekamy około pół minuty i próbujemy ponownie. Maksymalnie 2–3 podejścia, bo kolejne próby zwykle kończą się wyczerpaniem akumulatora. Jeśli słychać tylko kliknięcie albo nic, wygląda to na rozładowaną baterię albo problem z rozrusznikiem.
Gdy akumulator jest za słaby, najlepszym rozwiązaniem są kable rozruchowe lub booster. Po uruchomieniu silnika nie obciążamy go od razu: utrzymujemy sprzęgło wciśnięte chwilę dłużej, nie wciskamy gazu do oporu, a ogrzewanie ustawiamy na umiarkowany poziom, żeby nie "dobić" alternatora na starcie.
Jeśli mimo tego auto nie odpala, trzeba sprawdzić prozaiczne rzeczy jak klemy, a przy podejrzeniu parafiny w dieslu lub innych usterek - lepiej wezwać pomoc, niż męczyć auto kolejnymi próbami.
Eksploatacja auta zimą
W zimie technika jazdy ma ogromne znaczenie. Długie rozgrzewanie silnika na postoju to mit - w nowoczesnych autach nie tylko nie pomaga, ale może szkodzić, a dodatkowo grozi mandatem za pracę silnika na postoju dłużej niż minutę. Najrozsądniej ruszyć po uruchomieniu i jechać spokojnie, aż silnik się rozgrzeje.
Kolejna sprawa to krótkie odcinki - zimą szczególnie niekorzystne, bo silnik nie zdąży się dogrzać, a akumulator nie ma kiedy się doładować. Jeśli da się, lepiej łączyć przejazdy lub raz na jakiś czas zrobić dłuższą trasę.
Widoczność to priorytet: szyby mają być czyste, a zimą warto używać klimatyzacji, bo osusza powietrze i ogranicza parowanie. Pomaga też ograniczanie wilgoci w kabinie - mokre dywaniki i śnieg na butach szybko robią swoje.
Parkowanie także ma znaczenie. Jeśli jest garaż, warto z niego korzystać. Pod chmurką lepiej wybierać miejsce osłonięte od wiatru. W starszych autach z linkowym ręcznym trzeba uważać, bo potrafi zamarznąć.
Na drodze liczy się płynność: duży odstęp, spokojne hamowanie i przyspieszanie, bez gwałtownych manewrów. W razie utknięcia w śniegu lepiej delikatnie "bujać" autem niż "piłować" silnik na wysokich obrotach.
Najczęstsze błędy kierowców
Najczęstszy błąd to rozgrzewanie silnika na biegu jałowym. Drugi - całkowite wyłączanie klimatyzacji na zimę, mimo że to najprostsze narzędzie do osuszania szyb i wnętrza.
Do listy dochodzi brak przygotowania do odśnieżania, trzymanie odmrażacza w samochodzie oraz uruchamianie wycieraczek na zamarzniętej szybie.
Szczególnie groźne jest polewanie szyb gorącą wodą - szok termiczny może zakończyć się pęknięciem szkła. Błędem jest też jazda na letnim płynie do spryskiwaczy oraz bagatelizowanie spraw technicznych, jak niesprawny termostat czy oświetlenie.
Wreszcie - zaciąganie ręcznego w mrozie w starszych autach i szarpanie, gdy hamulec zamarznie. Lepiej działać spokojnie i w razie potrzeby skorzystać z pomocy mechanika.
Hybrydy i elektryki zimą
Hybrydy i auta elektryczne zimą też mają swoje słabe punkty. Najważniejszy jest spadek pojemności baterii - w chłodzie reakcje chemiczne zachodzą wolniej, dlatego zasięg spada, a w elektrykach może być niższy nawet o około 20 proc. w porównaniu do lata.
W hybrydach oznacza to częstsze uruchamianie silnika spalinowego i wyższe zużycie paliwa. Ogrzewanie kabiny warto planować z głową. Jeśli auto ma funkcję wstępnego ogrzewania, najlepiej uruchamiać ją, gdy samochód jest podłączony do ładowarki - wtedy prąd idzie z sieci, a nie z baterii. Pomagają też lokalne źródła ciepła: podgrzewane fotele i kierownica często zużywają mniej energii niż rozkręcanie nawiewu na maksimum.
Zimą lepiej ładować częściej i nie dopuszczać do skrajnego rozładowania. Dobrą praktyką jest trzymanie poziomu naładowania w rozsądnym zakresie i podłączanie auta do ładowania, gdy akumulator jest jeszcze ciepły po jeździe.
Trzeba też pamiętać o zwykłym akumulatorze 12 V - on również potrafi paść w mrozie i unieruchomić auto, bo elektronika nie wystartuje. Do tego dochodzą klasyczne sprawy: dobre opony zimowe, kontrola ciśnienia i ostrożna jazda, bo mocny moment obrotowy w elektrykach jest dostępny od razu.
Zima nie musi oznaczać problemów z samochodem. Wystarczy podstawowe przygotowanie, regularna kontrola i rozsądna jazda. Profilaktyka kosztuje mniej niż naprawy, a odpowiedzialny kierowca to największe wsparcie dla auta w trudnych warunkach.
Autorka/Autor: Jan Sowa/ToL
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock