Kara za niezarejestrowanie auta na czas. "Będzie to paraliż branży samochodowej"

Moto

Opozycja o nowym obowiązku ws. rejestracji pojazdówtvn24
wideo 2/5

Od 200 do 1000 złotych - tyle ma wynosić kara pieniężna dla właścicieli pojazdów, którzy w ciągu 30 dni nie zarejestrują pojazdu przywiezionego do kraju. Tak wynika z nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, którą w czwartek przyjął Sejm. Opozycja ostrzegała przed "chaosem" i "paraliżem" w urzędach.

Za uchwaleniem ustawy głosowało 258 posłów, 142 było przeciw, a 26 wstrzymało się od głosu.

Jednym z celów nowych rozwiązań ma być zwiększenie motywacji mieszkańców do segregowania odpadów. Jednocześnie zaproponowano jednak zmiany w ustawie Prawo o ruchu drogowym.

Rejestracja pojazdu

Zgodnie z ustawą, która trafiła do Senatu, mają zostać wprowadzone sankcje finansowe za niezarejestrowanie pojazdu sprowadzonego do kraju z terytorium państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Ponadto nowe przepisy mają nałożyć na właściciela pojazdu zarejestrowanego w Polsce kary za brak zawiadomienia starosty o nabyciu lub zbyciu pojazdu. Zgodnie z obowiązującymi już przepisami, właściciele - w obu przypadkach - mają na to 30 dni.

Przekroczenie tego terminu ma skutkować karą pieniężną w wysokości od 200 do 1000 złotych. Zgodnie z pierwotnym projektem miała być to "sztywna" kwota 1000 złotych.

Kary pieniężne będą nakładane w drodze decyzji administracyjnej przez starostę. Środki mają stanowić dochód powiatu.

"Bubel prawny"

Opozycja proponowała wykreślenie z noweli zmian w Prawie o ruchu drogowym. - Żartów nie ma, w tym artykule chodzi o Prawo o ruchu drogowym i sytuację, kiedy "wrzutka" ministra infrastruktury będzie prowadzić do takich perturbacji w funkcjonowaniu branży, które można najdelikatniej określić jako chaos - wskazał Ryszard Wilczyński z PO-KO.

Jak podkreślił, "ustawodawca nie zrozumiał, że nie można na tego, kto handluje pojazdami nałożyć obowiązku rejestracji pojazdu w ciągu 30 dni, że trzeba wyłączyć te podmioty, tak jak zrobiono to we Francji". - Branża mówi, jak to wejdzie w życie, to będziemy mieli chaos, dlaczego pan w ogóle nie zrezygnował z tych zapisów albo nie zapisał tego jednoznacznie - pytał ministra środowiska.

Przed głosowaniem całości ustawy Andrzej Maciejewski z Kukiz'15 wskazywał, że "ustawa jest niby o śmieciach, a głównym punktem większości naszego spotkania komisji były samochody". - Tutaj uwaga do partii rządzącej, te samochody mogą rozjechać politycznie. Jeżeli nie uchylicie państwo artykułu 4 na gruncie Senatu, będzie to paraliż branży samochodowej - podkreślił poseł.

Zgodnie z projektem, zmiany w Prawie o ruchu drogowym mają wejść w życie 1 stycznia 2020 roku.

"Martwe dusze"

Autorzy projektu wskazywali wcześniej, że celem zmian jest poprawa warunków legalnego obrotu pojazdami i uwierzytelnienie danych gromadzonych w centralnej ewidencji pojazdów. Ponadto zwrócono uwagę, że zmian w tym zakresie domaga się także Komisja Europejska, która zarzuca naszemu krajowi brak wdrożenia unijnej dyrektywy z 2000 roku w sprawie pojazdów wycofanych z eksploatacji.

"Zakłada się, że taki instrument prawny przyczyni się do poprawy przestrzegania przez właścicieli pojazdów obowiązku złożenia wniosku o rejestrację, wyrejestrowanie pojazdu w określonym terminie czy też ustawowego terminu zawiadomienia o nabyciu, zbyciu pojazdu czy zmianie stanu faktycznego wymagającego zmiany danych w dowodzie rejestracyjnym" - mogliśmy przeczytać w uzasadnieniu.

W Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców na koniec 2018 roku było zarejestrowanych 23,7 miliona samochodów osobowych. Z tego ponad 6 milionów, czyli mniej więcej jedną czwartą, stanowiły tak zwane martwe dusze.

Chodzi o pojazdy niewyrejestrowane, w przypadku których upłynęło ponad 10 lat od daty pierwszej rejestracji w Polsce i w okresie 6 lub więcej lat nie wpłynął żaden komunikat aktualizujący (od organów rejestrujących, Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, stacji kontroli pojazdów).

Autor: mb//dap / Źródło: tvn24bis.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock