Starosta twierdzi, że minister rolnictwa groził jej i jej rodzinie. Ten zaprzecza

Edyta Marchelska-Groszfeld jest starostą powiatu zambrowskiego
Edyta Marchelska-Groszfeld: pan minister zagroził mi i mojej rodzinie
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Edyta Marchelska-Groszfeld/ Facebook
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Starosta zambrowska (Podlaskie) Edyta Marchelska-Groszfeld z PiS była na posiedzeniu zarządu powiatu, gdy zadzwonił do niej minister rolnictwa Stefan Krajewski z PSL. Włączyła tryb głośnomówiący, a minister - jak wynika z protokołu posiedzenia - miał powiedzieć, że zrobi porządek z jej rodziną. Stefan Krajewski twierdzi, że nic nie mówił o robieniu porządku i dodaje, że ma świadków.

Zaczęło się od filmiku na Facebooku, w którym łomżyński radny miejski Konfederacji Piotr Modzelewski (wcześniej był w PiS) zażądał od ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego z PSL, żeby podał się do dymisji. Jako powód radny podał to, że żona ministra otrzymała - jak stwierdził - 250 tysięcy złotych "w ramach instytucji i podmiotów podległych, nadzorowanych bądź rozliczanych przez ministerstwo rolnictwa".  

Edyta Marchelska-Groszfeld jest starostą powiatu zambrowskiego
Edyta Marchelska-Groszfeld jest starostą powiatu zambrowskiego
Źródło zdjęcia: Edyta Marchelska-Groszfeld/ Facebook

Włączyła tryb głośnomówiący

Kciuk w górę do filmu dała Edyta Marchelska-Groszfeld z PiS, która jest starostą zambrowskim. To jeden z niewielu samorządów w kraju, gdzie rządzi PiS w koalicji z PSL. Jest to też matecznik, urodzonego w Zambrowie, ministra Krajewskiego, który jest równocześnie szefem podlaskich struktur PSL.

Gdy minister zadzwonił do pani starosty z pretensjami, ta była akurat na posiedzeniu zarządu powiatu i włączyła tryb głośnomówiący. Z protokołu z posiedzenia zarządu (nie ma nagrania, na którym można byłoby dokładnie odsłuchać, co kto mówił), który otrzymaliśmy ze starostwa, wynika że minister powiedział pani staroście"Zrobię porządek z twoją rodziną" oraz "Sprawdzimy, jak twój mąż zrobił karierę". W protokole odnotowano też, że minister wskazał na "możliwość podjęcia działań sprawdzających przy wykorzystaniu właściwych służb". Rozmowa trwała 52 sekundy.

Starosta: pan minister zagroził mi i mojej rodzinie

Edyta Marchelska-Groszfeld odczuła, że minister groził jej i jej rodzinie. Opowiedziała o tym w Warszawie przed Ministerstwem Rolnictwa podczas konferencji prasowej z udziałem m.in. kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka.

- Pan minister miał pod moim adresem ogromne zarzuty i pretensję za to, że polajkowałam treści na Facebooku. To był jeden, dwa lajki. To nie była krytyka, to nie było udostępnianie. Pan minister zagroził mi i mojej rodzinie, a przede wszystkim - nad czym bardzo ubolewam - powiedział, że jest w stanie użyć odpowiednich służb, aby mnie za tego lajka rozliczyć. Uważam, że taka sytuacja absolutnie nie powinna mieć miejsca. Chcę mocno podkreślić, że bez względu na to czy pracujemy w rządzie czy samorządzie, rodzina nie powinna być narzędziem do wywierania presji - powiedziała podczas konferencji.

Podkreślała też, że dała ministra na tryb głośnomówiący, bo była przekonana, że w godzinach pracy i podczas posiedzenia zarządu rozmowa będzie miała charakter służbowy. Natomiast pytana przez nas telefonicznie, czy będzie zawiadamiać prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przez ministra przestępstwa, powiedziała, że analizuje wszystkie możliwości.    

Stefan Krajewski jest ministrem rolnictwa i szefem struktur PSL w Podlaskiem
Stefan Krajewski jest ministrem rolnictwa i szefem struktur PSL w Podlaskiem
Źródło zdjęcia: Paweł Supernak/PAP

Twierdzi, że nic nie mówił o robieniu porządku z rodziną i ma świadków

Minister Stefan Krajewski zaprzecza jakoby powiedział: "Zrobię porządek z twoją rodziną".

- Takie słowa z moich ust nie padły. Rozmawiałem będąc w samochodzie. Nie byłem na głośnomówiącym, ale mam świadków, którzy słyszeli to co mówiłem - mówi nam minister.

Twierdzi, że powiedział tylko, że skoro pani starosta zaczepiła jego żonę, to można byłoby sprawdzić, jak zrobił karierę jej mąż i jak szybko znalazł pracę jako emeryt.

- I to była cała nasza rozmowa - podkreśla Krajewski.

Z protokołu posiedzenia zarządu powiatu wynika, że minister miał powiedzieć: "zrobię porządek z twoją rodziną"
Z protokołu posiedzenia zarządu powiatu wynika, że minister miał powiedzieć: "zrobię porządek z twoją rodziną"
Źródło zdjęcia: Starostwo Powiatowe w Zambrowie

"Żona otrzymała środki unijne"

Wyjaśnia, że twierdzenia radnego Konfederacji jakoby jego żona otrzymała 250 tysięcy złotych "w ramach instytucji i podmiotów podległych, nadzorowanych bądź rozliczanych przez ministerstwo rolnictwa" to manipulacja.

Tłumaczy, że nie chodziło o żadne pieniądze, z którymi jakikolwiek związek ma resort rolnictwa, ale o środki unijne rozdzielane przez urząd marszałkowski.

– Moja żona w 2022 roku dostała 50 tysięcy złotych na rozpoczęcie działalności, czyli prowadzenie usług doradczo-szkoleniowych. Było to za czasów, gdy marszałkiem województwa był Artur Kosicki z PiS, a premierem rządu Mateusz Morawiecki. Natomiast w 2025 roku, kiedy marszałkiem był Łukasz Prokorym z KO, a premierem Donald Tusk, otrzymała 199,99 tysiąca złotych na rozwój tych usług. Moja żona, jak każdy obywatel, ma prawo złożyć wniosek i skorzystać z dofinansowania bez względu na to jaka opcja akurat sprawuje władzę - zaznacza.

ARiMR tylko jako instytucja płatnicza

Wyjaśnia też, że urząd marszałkowski występuje tu jako instytucja zarządzająca projektem unijnym, natomiast instytucją płatniczą jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

- Rola agencji ogranicza się do tego, aby przelać pieniądze beneficjentom wybranym w ramach naboru wniosków przez urząd marszałkowski. Ministerstwo rolnictwa w nic tu nie ingeruje - mówi nam minister.

Zaznacza, że dzwoniąc do pani starosty chodziło mu tylko o to, żeby nie lajkowała nieprawdziwych informacji podawanych przez radnego Konfederacji.

- To była prywatna rozmowa, a zanim ktoś daje kogoś na głośnomówiący, to kultura wymaga, aby ten ktoś powiadomił rozmówcę, że w pomieszczeniu są osoby, które będą tę rozmowę słyszały - dodaje Krajewski.

Członek zarządu: starosta sądziła, że dzwonił w jakiejś bieżącej sprawie

Członek zarządu Sebastian Mrówka z PiS, który był świadkiem rozmowy nie dziwi się, że pani starosta dała ministra na głośnomówiący.

- Telefon był wykonany w godzinach pracy. Stefan Krajewski, oprócz tego, że jest ministrem, jest też szefem struktur podlaskiego PSL, z którym jesteśmy w koalicji. Pani starosta sądziła, że dzwonił w jakiejś bieżącej sprawie służbowej - mówi nam.

Dodaje, że już raz tak było, na początku kadencji, że dzwonił podczas posiedzenia naszego zarządu.

- Pani starosta wtedy również dała go na głośnomówiący. Tamta rozmowa było oczywiście dużo milsza niż ta ostatnia. Tutaj to był monolog ministra. Pani starosta nie miała nawet możliwości powiedzieć, że rozmówca jest na głośnomówiącym. Gdy pod sam koniec zapytała, czy jej grozi, od razu się rozłączył - opowiada Mrówka.

Gdy pytamy jakie stosunki są teraz w koalicji, mówi chociaż funkcjonuje ona od wielu lat, to jednak już od pewnego czasu są zgrzyty.

- PiS, z PSL czy bez, i tak ma większość. Jednak jako, że od dawien dawna dobrze się dogadywaliśmy, koalicja trwa – mówi członek zarządu.

Mąż starosty był policjantem, teraz jest żołnierzem

- Ktoś na tak eksponowanym stanowisku raczej ma co robić, a tutaj okazuje się śledzi, kto dał lajka, a kto nie, a potem jeszcze dzwoni. Natomiast jeśli chodzi o męża pani starosty, jest on emerytowanym policjantem, a teraz po roku poszedł do wojska. Nie pełnił i nie pełni żadnych eksponowanych funkcji ani tam, ani tam. Nie wiem więc o co chodzi z karierą, którą miał podobno zrobić – zaznacza Mrówka.

Jak wynika z protokołu z posiedzenia rady powiatu, rozmowie przysłuchiwało się osiem osób. Oprócz pani starosty, było tam trzech członków zarządu powiatu, sekretarz powiatu, dwóch naczelników wydziałów w starostwie oraz protokolantka.

Źródło: tvn24.pl
Czytaj także: