- Budowę progu jako "bezzasadną i niecelową" określa w swojej opinii, sporządzonej na zlecenie gminy Tykocin, biegły hydrolog, który uważa, że taki sam efekt jak ten, który ma dać próg, można osiągnąć przez odpowiednie regulowanie klapami pobliskiego jazu.
- Poza tym, zdaniem hydrologa, każdy próg w tym miejscu straci wcześniej czy później swoją funkcjonalność, bo woda zniszczy nieobwałowane brzegi. Tak jak stało się w styczniu 2023 roku ze starym progiem.
- Dyrekcja parku przekonuje jednak, że progi są potrzebne, bo nawet jeśli woda na jazie Wód Polskich piętrzona jest nieco niżej niż na progach, to te sprawiają, że rozchodzi się ona po większym terenie i bardziej równomiernie niż w sytuacji, gdyby progów nie było.
- Decyzja w rękach wojewody, którego rolnicy proszą o cofnięcie pozwolenia na budowę progu.
Na początek krótkie wyjaśnienie. Próg spiętrzający to budowla hydrotechniczna, która spiętrza, czyli podnosi poziom wody w danym punkcie rzeki. Nie ma możliwości podnoszenia i opuszczania progu. Jest on raz na zawsze umieszczony na określonej wysokości. W przeciwieństwie do jazu, czyli budowli hydrotechnicznej, która poprzez podnoszenie lub opuszczanie specjalnych klap umożliwia regulację poziomu wody w rzece, a w praktyce utrzymywanie stałego jej poziomu.
- Jaz działa w ten sposób, że wiosną, gdy wody jest więcej, klapy są opuszczane, co powoduje obniżenie piętrzenia rzeki i utrzymanie wody w korycie. Tak, żeby ta nie zalewała okolicznych łąk. Natomiast w czasie suszy, gdy występują niedobory wody, klapy są podnoszone, dzięki czemu woda z rzeki nawadnia okoliczne łąki - wyjaśnia Paweł Kulikowski, rolnik z Rzędzian w gminie Tykocin.
"Stary meliorant" kontra młody inżynier. Pokoleniowa zmiana ratunkiem dla rzek?
"Skazani na stałe piętrzenie"
Dlaczego o tym mówi? Otóż dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego chce wybudować w pobliskich Pańkach próg piętrzący na rzece Narew. W odległości ponad kilometra od jazu Rzędziany. Rzeka ma taki bieg, że najpierw przepływa przez miejsce, w którym ma być próg, a potem płynie w stronę jazu. Przy jednym brzegu jest teren parku, a przy drugim łąki rolników.
- Budowa progu oznacza, że będziemy skazani na stałe piętrzenie. Obawiamy się nie tylko tego, że wiosną nie będziemy mogli skosić naszych łąk, bo będzie stała na nich woda, ale również tego, że zalane zostaną gospodarstwa w naszej wsi oraz w pobliskim Babinie. Było tak chociażby w 2021 roku, kiedy istniał poprzedni próg - opowiada rolnik.
Aby zwiększyć liczbę ptaków związanych z wilgotnymi łąkami
Wyjaśnia, że próg ma powstać w miejscu, w którym koryto Narwi łączy się ze starorzeczem.
- Problem w tym, że starorzecze, które biegnie tuż przy zabudowaniach naszej wsi nie jest już tak drożne jak kiedyś, stąd też można przypuszczać, że woda rozleje się na okoliczne tereny. W tym na nasze gospodarstwa. Znowu będziemy mieli zalane piwnice jak kilka lat temu - mówi nasz rozmówca.
Wspomina, że poprzedni próg powstał w 2010 roku. Wybudowało go na terenie parku Północnopodlaskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (poprzednik dzisiejszego Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków). Jak czytamy na tablicy informacyjnej projektu, chodziło m.in. o to, aby zwiększyć liczbę ptaków związanych z wilgotnymi łąkami.
Za wysoki o 25 centymetrów
- Szybko okazało się, że wybudowany próg jest o 25 centymetrów wyższy niż było to przewidziane w projekcie. Kiedy zaczęły się pierwsze zalania, rolnicy poszli do sądu. Nigdy nie udało się jednak uzyskać jakichkolwiek odszkodowań – czy to od parku czy to od PTOP. Później sprawa przycichła, bo przyszły suchsze wiosny i woda tak nie wylewała, aż w styczniu 2023 roku było jej tak dużo, że zniszczyła brzeg z jednej strony progu - opowiada rolnik.
Twierdzi, że dyrektor parku sugerował, że to rolnicy zniszczyli brzeg.
- To jednak nieprawda. Niemniej od tej pory próg przestał spełniać swoją funkcję i mieliśmy spokój. Poziom Narwi regulowały Wody Polskie, do których należy jaz w Rzędzianach, w ten sposób, że np. w okresie sianokosów obniżały o pół metra piętrzenie, dzięki czemu mogliśmy wjechać na nasze łąki i skosić trawę - mówi Kulikowski.
Burmistrz zamówił opinię hydrologa
Kiedy dyrekcja parku (w międzyczasie park przejął próg od PTOP) stwierdziła, że odbuduje próg, rolnicy wyrazili swój sprzeciw. Chociażby podczas spotkania w Podlaskiej Izbie Rolniczej w maju 2023 roku.
- Na spotkaniu w izbie rolniczej starałem się mediować między rolnikami a władzami parku - mówi Mariusz Dudziński, burmistrz Tykocina.
Wspomina, że największy ferment wśród rolników powstał, gdy dyrektor parku zaczął już podejmować konkretne starania, jeśli chodzi o budowę progu.
- Czyli wtedy, gdy powstał projekt architektoniczny i wydane zostało pozwolenie na budowę. Rolnicy zauważyli, że przy planowaniu inwestycji nie został sporządzony raport oddziaływania na środowisko, wystąpili więc do wojewody o cofnięcie pozwolenia na budowę. Ja natomiast, żeby mieć rozeznanie w tym temacie zleciłem wykonanie opinii hydrologicznej i również poprosiłem wojewodę o ponowne przyjrzenie się sprawie - zaznacza burmistrz.
Hydrolog: jaz przestanie spełniać swoją funkcję
Autorem opinii, o której mówi, jest hydrolog i biegły sądowy Mieczysław Dąbrowski. Opinia została wydana w marcu 2025 roku. Wynika z niej, że budowa progu w tym miejscu jest - jak stwierdził specjalista - "bezzasadna i niecelowa".
Dąbrowski zwraca uwagę, że stary próg dzieliło od jazu jedynie 1148 metrów, a nowy ma być zlokalizowany jeszcze bliżej jazu. Dokładnie o 80 metrów. Czyli obie budowle będzie dzieliło 1068 metrów.
- Nowy próg, tak samo zresztą jak poprzedni, sprawi że jaz przestanie spełniać swoją funkcję. W tym sensie, że nie ma potrzeby budować w tak bliskiej odległości progu, skoro to samo można osiągnąć przez odpowiednie regulowanie klapami jazu. Innymi słowy, nie ma potrzeby tworzyć stałego spiętrzenia tak blisko urządzenia, które ma zmienne piętrzenie i może podnosić lub obniżać poziom wody w zależności od potrzeb - wyjaśnia.
Uważa, że wcześniej czy później woda znów zniszczy brzeg
Oprócz tego budowa progu jest według niego bezcelowa, bo wcześniej czy później spotka go taki sam los jak poprzednika.
- Żeby próg mógł funkcjonować, brzegi rzeki musiałyby zostać obwałowane (czyli musiałyby powstać umocnione wały, takie jak są obok jazu - przyp. red.). Przy takich brzegach woda, która napotka przeszkodę w postaci progu, wcześniej czy później zniszczy te brzegi. Tak jak się zresztą stało w styczniu 2023 roku w przypadku starego progu. Tym bardziej, że został on wybudowany na wysokości o 25 centymetrów wyższej niż było to założone w projekcie. Wyższe piętrzenie sprawiło, że woda nie mieściła się w korycie, przez co zniszczyła nieobwałowany brzeg i zaczęła opływać próg - tłumaczy hydrolog.
Dyrektor parku: będzie niższy o 30 centymetrów
Grzegorz Piekarski, dyrektor Narwiańskiego Parku Narodowego, mówi, że specjalnie po to, aby sprostać oczekiwaniom rolników i żeby ich łąki nie były zalewane, nowy próg będzie obniżony w stosunku do starego nawet nie o 25, ale o 30 centymetrów.
- Poprzedni faktycznie, w wyniku niedopatrzenia, był o 25 centymetrów wyższy niż wynikało to z projektu. Nowością będzie też to, że powstaną przepławki dla ryb. Ryby będą więc miały możliwość przepłynięcia przez próg, a rolnicy zyskają, bo woda będzie niżej piętrzona niż gdyby przepławek nie było - zaznacza.
Podkreśla, że próg, o którym mowa, jest elementem większej sieci urządzeń hydrotechnicznych.
- To zbiór naczyń połączonych. Mówimy o całym systemie, który ma na celu utrzymanie wody na terenie parku. Chodzi nie tylko o próg w Pańkach, ale też o progi w innych punktach rzeki. Nawet jeśli woda na jazie piętrzona jest nieco niżej niż na progach, to progi sprawiają, że woda rozchodzi się po większym terenie i bardziej równomiernie niż w sytuacji, gdyby progów nie było - zaznacza dyrektor.
Są wszelkie pozwolenia
Stary próg został już (za prawie 1,4 mln zł) rozebrany, a wyrwa w linii brzegowej zasypana. Nowy ma powstać w najbliższym czasie.
- Ma być wybudowany w innym miejscu (wspomniane wcześniej 80 metrów bliżej jazu - przyp. red. ), bo chociaż wyrwa w brzegu została zasypana, to oczywistym jest, że coś, co zostało już raz uszkodzone, jest - nawet po naprawie - bardziej podatne na kolejne uszkodzenia. Po to więc, aby uniknąć takiej sytuacji, postanowiliśmy posadowić próg kilkadziesiąt metrów dalej - przy brzegach, które wcześniej nie były podmywane przez wodę - mówi Piekarski.
Gdy pytamy go o opisywaną przez nas wcześniej opinię hydrologa, mówi że trudno ją skomentować, bo nikt mu jej nie pokazał.
- Brzegi przy progu zostaną utwardzone, inwestycja uzyskała pozwolenie wodnoprawne i pozwolenie na budowę. Próg projektowała oczywiście osoba z uprawnieniami. Nie wydaje mi się, aby zaprojektowała go w taki sposób, żeby woda mogła podmyć brzegi. A jeśli chodzi o to, co się stało przy starym progu nie do końca jestem pewien, że nie było tam ingerencji osób trzecich. Przy czym nikogo nie oskarżam. Poddaję jedynie w wątpliwość, czy woda sama mogłaby zrobić tak dużą wyrwę. Ta miała kilkanaście metrów – zaznacza dyrektor parku.
Nie ma raportu oddziaływania na środowisko, bo nie jest potrzebny
Na pytanie, dlaczego przed wydaniem pozwolenia na budowę nie został sporządzony raport oddziaływania na środowisko, przekonuje, że raport nie jest potrzebny, ponieważ mówimy o terenie parku narodowego, a budowa progu jest zgodna z zadaniami ochronnymi ustanowionymi dla parku przez rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska.
- Wojewoda przy wydawaniu pozwolenia na budowę nie miałby podstawy prawnej do żądania od nas przedstawienia raportu oddziaływania na środowisko - mówi Piekarski.
Dodaje, że zawsze jest otwarty na rozmowy z rolnikami.
- Oprócz spotkania w izbie rolniczej w maju 2023 roku, spotykaliśmy się chociażby w lutym 2025 roku podczas rady naukowej parku oraz jesienią 2025 roku, bo rolnicy o to poprosili. Natomiast jeśli ktoś chce protestować przed bramą parku, to już nic na to nie poradzę - zaznacza.
Poseł pisał do ministerstwa
Ma na myśli sytuację z grudnia 2025 roku, kiedy to rolnicy - razem z posłem PiS Dariuszem Piontkowskim - zorganizowali przed siedzibą parku konferencję prasową.
Poseł - cytowany przez portal podlaskie24.pl, który pisał wtedy o sprawie - mówił, że jednym z głównych argumentów protestujących jest fakt, że kilkaset metrów od planowanego progu znajduje się jaz należący do Wód Polskich, który umożliwia regulowanie poziomu wody na Narwi.
- Jeśli powstanie stały próg, to jaz przestanie spełniać swoją funkcję. Pojawia się pytanie, czy te instytucje w ogóle ze sobą współpracują i czy publiczne pieniądze nie zostaną zmarnowane - podkreślał Piontkowski.
Poseł wysłał w tej sprawie interpelację do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Wiceminister oraz jednocześnie główny konserwator przyrody Mikołaj Dorożała odpisał mu, że Wody Polskie, do których należy jaz w Rzędzianach oraz które wydały pozwolenie wodnoprawne na budowę progu nie miały wątpliwości "odnośnie ryzyka utraty funkcjonalności jazu po wybudowaniu progu".
"Przy normalnych warunkach pracy jazu Rzędziany, strefa oddziaływania remontowanego progu ogranicza się jedynie do obszaru samej budowli hydrotechnicznej" - napisał wiceminister.
Nie było podstaw do odmowy udzielenia pozwolenia wodnoprawnego
Co potwierdza też w odpowiedzi na nasze pytania Joanna Szerenos-Pawilcz, rzeczniczka regionalnego zarządu Wód Polskich, która stwierdziła, że Wody Polskie nie miały podstaw, aby odmówić udzielenia pozwolenia wodnoprawnego.
Uwag do inwestycji nie miała też Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Białymstoku. Niemniej, gdy rolnicy spotkali się z szefem tej instytucji Adamem Juchnikiem, ten skierował sprawę do Głównego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego.
- Stwierdziliśmy, że skoro dla tego przedsięwzięcia nie była wydawana decyzja środowiskowa, GINB powinien sprawdzić czy wydane przez wojewodę pozwolenie na budowę może być przez to wzruszone – zaznacza Juchnik.
Liczą na wojewodę
Jak poinformował nas dyrektor parku, GINB odmówił wszczęcia postępowania. Rolnicy liczą więc już tylko na wojewodę.
- Na razie trudno powiedzieć, czy cofnie pozwolenie na budowę. Odpisał nam tylko, że chociaż termin na odpowiedź na nasze pismo minął z końcem stycznia, to udzieli nam odpowiedzi do końca kwietnia. Czekamy cierpliwie – mówi, cytowany na wstępie rolnik Paweł Kulikowski.
Według niego nawet proponowane przez dyrekcję parku obniżenie planowanego progu o 30 centymetrów nie gwarantuje, że nie dojdzie do zalania łąk i gospodarstw.
- Najlepiej, żeby tego progu w ogóle nie było. Bo jak już wspominałem, poziom wody w rzece z powodzeniem reguluje jaz w Rzędzianach, na którego modernizację Wody Polskie wydały miliony złotych – zaznacza rolnik.
Miliony złotych na jazy
Jak informuje nas Joanna Szerenos-Pawilcz, rzeczniczka regionalnego zarządu Wód Polskich, remont dwóch narwiańskich jazów (w Babinie i Rzędzianach) pochłonął w 2023 roku łącznie ponad 9 mln zł.
"Remont obu obiektów obejmował konstrukcje żelbetowe, kładki stalowe, sterówki, płyty mostowe. Wykonane zostały również schody skarpowe i balustrady ochronne na ścianach przyczółków i skrzydełek jazów oraz umocnienia skarp. Dzięki wykonanym pracom przywrócono odpowiedni stan techniczny i funkcjonalność jazów oraz przyległych budynków sterówek" - pisze nam rzeczniczka w mailu.
Natomiast w grudniu 2025 roku jazy w Tykocinie i Rzędzianach przeszły modernizację systemów elektrycznych i hydraulicznych. Łączny koszt modernizacji wyniósł ponad 1,2 mln zł.
Redagował Piotr Kozanecki
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Paweł Kulikowski