- Byliśmy bardzo zaskoczeni. Może dlatego znaleźli to miejsce, bo to gmina na uboczu, cicho. Powiedziałam mężowi: "Przecież my tam chodzimy na spacery". Człowiek nie wiedział, że dzieją się tam takie rzeczy - mówi Monika Hoff, mieszkanka Orli.
Słowo "zaskoczenie" jest zresztą powtarzane przez wszystkie osoby, z którymi rozmawiam.
Orla to wieś niedaleko Bielska Podlaskiego, w której we wrześniu 2024 roku służby odkryły laboratorium, gdzie produkowano metamfetaminę.
"Zapomnieli, że to jest Podlasie"
Zatrzymano wtedy czterech obywateli Meksyku w wieku 42-50 lat, którzy usłyszeli zarzuty dotyczące kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz produkcji znacznej ilości narkotyków.
- Jak służby odkryły laboratorium narkotykowe na podlaskiej wsi?
- Jak zareagowali mieszkańcy na wiadomość o produkcji metamfetaminy?
- Jakie konsekwencje grożą zatrzymanym obywatelom Meksyku?
- Co o sprawie mówią mieszkańcy Orli?
Na ich trop wpadli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Zabezpieczono blisko 120 litrów metamfetaminy, urządzenia i znaczne ilości chemikaliów niezbędnych do jej produkcji.
W listopadzie 2025 roku, kiedy ruszył proces, Grzegorz Giedrys z Prokuratury Okręgowej w Białymstoku mówił: - Zapomnieli, że to jest Podlasie, gdzie każdy każdego zna. Jeśli pojawi się obca osoba, to od razu wzbudza zainteresowanie sąsiadów, współmieszkańców.
Meksykanie częściowo przyznali się do winy.
Sołtys: nikt nie wiedział o narkotykach
Marek Chmielewski, sołtys Orli, mówi TVN24+, że chociaż wokół tej sprawy narosło wiele opowieści, to nie mieszkańcy powiadomili służby, lecz te same wyśledziły nielegalną działalność.
- Mówi się o tym, że Meksykanie byli u nas góra przez trzy tygodnie, a śledczy z Łodzi obserwowali ich już od momentu, gdy przekroczyli granicę naszego kraju. Jeśli chodzi o mieszkańców, to nikt nic nie wiedział o żadnych narkotykach. Choć oczywiście już po tym, jak o sprawie stało się głośno, zaczęły się pojawiać różne opowieści - relacjonuje Chmielewski.
Pewnego wrześniowego wieczoru 2024 roku zadzwonił do niego znajomy policjant. Poprosił, żeby sołtys towarzyszył służbom, gdy te wejdą na teren jednej z posesji.