Był środa, godzina 11, gdy na łomżyńską policję zadzwoniła kobieta, do której drzwi zapukała zapłakana, głodna i wystraszona mała dziewczynka.
"Kobieta przekazała policjantom, że dziecko przyszło do nich z sąsiedniego mieszkania. Dziewczynka nie chciała wracać do miejsca, z którego wyszła" - czytamy w komunikacie na stronie Komendy Miejskiej Policji w Łomży.
Krzyczała, że to nie jej mama
Po chwili do mieszkania przyszła kobieta, która twierdziła, że jest mamą dziewczynki (co okazało się nieprawdą, jak informuje nas podkomisarz Karolina Wojciekian z KMP w Łomży - red.). "Siłą zabrała płaczące dziecko, które krzyczało, że to nie jej mama" - informuje policja.
Dwóch mężczyzn, dwie kobiety i dwuletnie dziecko
Gdy na miejscu zjawili się policjanci, w mieszkaniu, do którego zabrano dziecko, nikt nie otwierał drzwi. Dopiero po kilkunastu minutach domownicy wpuścili ich do środka. Tam funkcjonariusze zastali dwóch mężczyzn, dwie kobiety oraz niespełna dwuletnią dziewczynkę.
"Matka dziecka próbowała się ukryć pod kocem razem z córką. W mieszkaniu był bałagan, wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu, a w oknie była wybita szyba" - npisano w komunikacie.
Przyjechała na kilka dni do znajomych
Wszyscy dorośli byli pod wpływem alkoholu. Matka dziewczynki miała ponad 1,7 promila alkoholu w organizmie. Nie potrafiła powiedzieć policjantom, kiedy dziecko jadło ostatni posiłek. Wspomniała, że pamięta tylko, jak córka jadła poprzedniego wieczora. 21-latka przyznała policjantom, że przyjechała na kilka dni do znajomych i od wczoraj razem pili alkohol.
Tłumaczyła, że cały czas opiekuje się dzieckiem. Zapytana przez policjantów o to, kiedy ostatni raz nakarmiła dziecko, nie potrafiła jednak odpowiedzieć. Pamiętała, jak przez mgłę, że prawdopodobnie kilkanaście godzin wcześniej.
Wezwana na miejsce załoga karetki pogotowia zdecydowała o zabraniu dziewczynki do szpitala. Dwulatce cały czas towarzyszyła policjantka, a dziecko nie opuszczało jej nawet na krok, ciągle się do niej przytulając.
Niebieska karta, zakaz zbliżania się do córki
Dziewczynka została w szpitalu, na miejsce przyjechał jej 24-letni ojciec. To on, tymczasowo, a może na stałe będzie opiekował się dzieckiem. O tym zadecyduje Sąd Rodzinny. Rodzice nie są razem.
"W stosunku do 21-latki policjanci wdrożyli procedurę niebieskiej karty, a także wydali jej zakaz zbliżania się i kontaktowania z dzieckiem" - informuje policja.
W piątek kobieta prawdopodobnie zostanie przesłuchana. Za narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, osobie, na której ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.