Strzały na granicy z Białorusią. Żołnierz uniewinniony, prokuratura nie zgadza się z wyrokiem

Do zdarzenia doszło w pobliżu bariery na granicy z Białorusią
Państwo polskie ma problem, żeby chronić swoich obywateli tak, jak powinno - mówił po ogłoszeniu wyroku Karol S. (28.05.2026)
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Prokuratura złożyła apelację od wyroku uniewinniającego żołnierza Karola S. od zarzutu przekroczenia uprawnień. Według ustaleń śledczych w marcu 2024 roku oddał on 12 strzałów przy granicy z Białorusią, gdzie znajdowali się migranci i inni funkcjonariusze. 25-latek nie przyznał się do winy.

Pod koniec maja Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił Karola S., byłego już żołnierza Wojska Polskiego. Mężczyzna oskarżony był o przekroczenie uprawnień i narażenie osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

Teraz od nieprawomocnego wyroku odwołała się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadziła śledztwo w tej sprawie.

Do zdarzenia doszło w pobliżu bariery na granicy z Białorusią
Do zdarzenia doszło w pobliżu bariery na granicy z Białorusią
Źródło zdjęcia: TVN24

Prokuratura: 12 strzałów wzdłuż drogi granicznej

Proces dotyczy wydarzeń, do których doszło wczesnym popołudniem 25 marca 2024 roku przy granicy z Białorusią w rejonie Dubicz Cerkiewnych, gdzie grupa migrantów nielegalnie przekroczyła granicę. Obcokrajowcy rozgięli przęsła stalowej bariery i przeszli na stronę polską. Nieśli drabiny, które miały posłużyć im do pokonania kolejnej przeszkody, czyli zwojów drutu ostrzowego - concertiny.

Kiedy zauważyły to polskie patrole, żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej zaczęli biec w tym kierunku, oddając jednocześnie strzały alarmowe w powietrze. Strzały usłyszeli żołnierze z kolejnego posterunku. W tym Karol S. oraz drugi szeregowiec, którzy zaczęli biec w kierunku, gdzie migranci przeszli przez granicę.

Jak wynika z aktu oskarżenia "w czasie biegu oskarżony, znajdując się od około 210 metrów do około 164 metrów od tego miejsca, przyjmując za każdym razem postawę strzelecką, oddał łącznie 12 strzałów z broni służbowej wzdłuż drogi granicznej w kierunku znajdującej się na tej drodze grupy osób złożonej z migrantów, funkcjonariuszy SG i żołnierzy".

Migranci cofali się w stronę granicy, rzucali gałęziami i kamieniami

Według prokuratury spośród tych 12 strzałów - trzy pociski rykoszetowały po uderzeniach w słup betonowy, ziemię i zwoje drutu kolczastego. Pozostałe dziewięć przeszło obok grupy. W tym czasie migranci cofali się na stronę białoruską, rzucając gałęziami i kamieniami w stronę funkcjonariuszy i żołnierzy, na co ci reagowali rozpylaniem gazu łzawiącego.

Swoje ustalenia prokuratura oparła na zapisie systemu kamer perymetrycznych wzdłuż granicy. Na podstawie tych nagrań wydane zostały również opinie z zakresu rekonstrukcji 3D i badań wizyjnych oraz z zakresu badań broni i balistyki.

Biegły stwierdził, że dziewięć strzałów mogło zranić lub zabić

"Biegły z zakresu badań broni i balistyki stwierdził, że pociski wystrzelone w czasie dziewięciu strzałów, które nie rykoszetowały, miały energię wystarczającą do spowodowania zranienia lub śmierci człowieka, zależnie od miejsca trafienia, na całym torze lotu" - informowała prokuratura.

Oskarżony pełnił wówczas służbę w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej (Batalion Zmechanizowany w Białej Podlaskiej). Prokurator wnosił o wymierzenie mu kary sześciu miesięcy ograniczenia wolności, orzeczenia po 500 złotych nawiązki na rzecz każdego z pokrzywdzonych i odczytania wyroku podczas zbiórki żołnierzy 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej.

Żołnierz twierdził, że oddał strzały po lekkim kątem w powietrze

W trakcie śledztwa i podczas procesu w sądzie, szeregowy nie przyznał się do zarzutów. Wyjaśniał, że do zauważonych migrantów krzyknął "Wojsko Polskie, stój", następnie "Wojsko Polskie, stój, bo strzelam", po czym oddał strzały - w jego ocenie - w kierunku bezpiecznym, tj. pod lekkim kątem w powietrze, aby zaalarmować sąsiednie posterunki. Wskazał, że były to strzały zarówno alarmowe, jak i ostrzegawcze.

Obrona wniosła o uniewinnienie. Adwokatka oskarżonego informowała, że jej klient zwolnił się z wojska i nie pełni już służby.

Sąd: wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami

Mężczyzna został uniewinniony.  

- W zachowaniu szeregowego sąd nie stwierdza żadnych znamion żadnego czynu zawartego w Kodeksie karnym - uzasadnił w maju sędzia Radosław Hunek.

W ocenie sądu strzały, które Karol S. oddał przy granicy z Białorusią nie były wycelowane w osoby, tj. w funkcjonariuszy SG, żołnierzy i migrantów.

27 osób w ciężarówce
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:

27 osób w ciężarówce

– Żołnierz wykonywał swoje zadanie zgodnie z obowiązkami – stwierdził sędzia.

Jak dodał, każdy żołnierz ma konstytucyjny i ustawowy obowiązek obrony granic ojczyzny, a zgodnie z art. 11. ustawy o obronie ojczyzny Siły Zbrojne w takich sytuacjach mają prawo stosowania środków przymusu bezpośredniego, użycia broni i innego uzbrojenia "w sposób adekwatny do zagrożenia".

Sędzia Hunek przypomniał, że formalnie pokrzywdzeni w sprawie sądowej funkcjonariusze SG i żołnierze powiedzieli, że nie czuli żadnego zagrożenia i nie żądali ścigania oskarżonego.

Mówił, że przestępcy mają większe prawa niż ci, którzy ich ścigają

Sam Karol S. mówił przed kamerami po ogłoszeniu wyroku, że "problem jest systemowy, bo państwo polskie ma problem z tym, żeby chronić swoich obywateli tak, jak powinno".

- To nawet nie chodzi o to, że to byli obcokrajowcy. Problem jest taki, że to przestępcy mają większe prawa, niż osoby powołane przez państwo do tego, by ich ścigać - stwierdził.

Obrończyni: to polemika prokuratury z ustaleniami i wyrokiem

Apelacja została przekazana do rozpoznania do Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Oskarżony nie był dotychczas karany. Zdaniem jego obrońcy, mecenas Edyty Skwiry, apelacja stanowi polemikę prokuratury z ustaleniami i wyrokiem sądu.

– Czekamy na termin rozprawy – dodała.

Operacja "Śluza" - kryzys wywołany przez Łukaszenkę

Kryzys migracyjny na granicach Białorusi z Polską, Litwą i Łotwą został wywołany przez Alaksandra Łukaszenkę, który jest oskarżany o prowadzenie wojny hybrydowej. Polega ona na zorganizowanym przerzucie migrantów na terytorium Polski, Litwy i Łotwy. Łukaszenka w ciągu ponad 31 lat swoich rządów nieraz straszył Europę osłabieniem kontroli granic.

Czytaj też: Operacja "Śluza" - skąd latały samoloty do Mińska? Oto, co wynika z analizy tysięcy rejsów

Akcję ściągania migrantów na Białoruś z Bliskiego Wschodu czy Afryki, by wywołać kryzys migracyjny, opisał na swoim blogu już wcześniej dziennikarz białoruskiego opozycyjnego kanału Nexta Tadeusz Giczan. Wyjaśniał, że białoruskie służby prowadzą w ten sposób wymyśloną przed 10 laty operację "Śluza". Pod pozorem wycieczek do Mińska, obiecując przerzucenie do Europy Zachodniej, reżim Łukaszenki sprowadził tysiące migrantów na Białoruś. Następnie przewozi ich na granice państw UE, gdzie służby białoruskie zmuszają ich, by je nielegalnie przekraczali. Ta operacja wciąż trwa.

Organizacje pomocowe o sytuacji na granicy

Organizacje niosące pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej twierdzą, że pomimo zmiany rządów w Polsce wobec migrantów nadal łamane jest prawo. Przekonują, że mają udokumentowane przypadki wyrzucania za granicę z Białorusią osób, które wyraźnie i w obecności wolontariuszy prosiły o ochronę międzynarodową.

Czytaj więcej w tvn24.pl: Kryzys na granicy polsko-białoruskiej

Źródło: tvn24.pl, PAP
Czytaj także: