- Zakład w Bielsku Podlaskim zostanie zlikwidowany. 12 hektarów terenu będzie wystawione na sprzedaż. Pracę straci 150 osób - zapowiada Olgierd Michał Meysztowicz, prezes Laktopolu-B.
Do firmy należy mleczarnia w Bielsku Podlaskim, której w środę (1 lipca) starostwo powiatowe ograniczyło pozwolenie zintegrowane na odprowadzanie ścieków do - zlokalizowanej na terenie zakładu - oczyszczalni. Miało to rozwiązać problem, na który narzekali okoliczni mieszkańcy. Pod koniec czerwca pokazywali nam, że płynąca przez miasto rzeka Biała ma czarny kolor. Niepokoił ich też nieprzyjemny zapach.
Nie mogli spać, bo gdy otwierali okno czuli fetor
- Rzeka, odkąd pamiętam, miała swoją druga nazwę "śmierdziawka", głównie ze względu na dawniej funkcjonujące zakłady przetwórstwa lnu, które odprowadzały ścieki do rzeki Lubki, dopływu Białej. Dziś źródłem problematycznego ścieku jest zakład mleczarski. Sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu po zmianie właściciela w 2022 roku. Z zakładu wypływają ścieki, których nie da się nazwać oczyszczonymi. Raz białe, innym razem o rdzawej barwie lub czarnej. Spuszczaniu tych ścieków często towarzyszy fetor - mówił nam Marek Artemiuk, fotograf i administrator profilu "Bielsk Podlaski z lotu ptaka".
Na przykry zapach najbardziej narzekali najbliżsi sąsiedzi mleczarni. Na przykład Danuta Karniewicz (która jest też radną miejską) skarżyła się, że w nocy nie może spać, bo gdy otworzy okno, czuje fetor.
Aby oczyszczalnia miała do przerobienia mniej ścieków
Ograniczenia przez starostę pozwolenia zintegrowanego polegało na konieczności zamknięcia przez mleczarnię jednej z dwóch proszkowni (w firmie produkuje się mleko w proszku). Dzięki temu zakładowa oczyszczalnia miałaby do przerobienia mniejszą ilość ścieków. A ma to znaczenie, bo jak wyjaśniała nam Beata Perkowska (naczelnik wydziału ochrony środowiska w starostwie), w mleczarni był problem z tym, że niewielka oczyszczalnia nie dawała rady przerobić aż takiej ilości ścieków, jakie do niej trafiały.
- Po zamknięciu nowej proszkowni, nadal będzie działała stara. Z ilością ścieków, które produkuje, oczyszczalnia sobie poradzi - mówiła nam w środę, 2 lipca, urzędniczka.
Według prezesa, zakład nie może dalej funkcjonować
Jak jednak twierdzi prezes Meysztowicz, nakaz zamknięcia nowej proszkowni oznacza koniec pracy całego zakładu, bo budynek starej proszkowni jest przedmiotem sporu własnościowego z inną firmą.
- Decyzja starosty nakazuje nam więc używać czegoś, co ma nieustalony status prawny – zaznacza prezes.
Zamierza przenieść się do Suwałk lub Łosic
Przyznaje, że formalnie nie odebrał jeszcze decyzji starosty - ma na to 14 dni. Jako, że ta ma rygor natychmiastowej wykonalności, ma trzy dni na wstrzymanie pracy proszkowni. Na pytanie czy odwoła się od rozstrzygnięcia starosty do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, mówi, że nie.
- Mleczarnia w Bielsku Podlaskim zostanie zlikwidowana, przeniesiemy produkcję do Suwałk lub Łosic, gdzie mamy również swoje zakłady – twierdzi prezes.
"Naszą intencją nie było zamykanie zakładu"
Piotr Bożko, wicestarosta bielski, mówi, że spotkał się w piątek z Meysztowiczem, a ten faktycznie zapowiedział, że zamierza zamknąć zakład.
- Czy stanie się tak w rzeczywistości, pokażą najbliższe dni. Naszą intencją nie było zamykanie zakładu, a jedynie ograniczenie jego działalności - zaznacza.
Dodaje, że prezes nie informował wcześniej, że jedna z proszkowni jest przedmiotem sporu własnościowego z inną firmą.
- Zachęcałem go do pozostania w Bielsku Podlaskim i zmodernizowania oczyszczalni, tak żeby do rzeki nie wpływały niedoczyszczone ścieki. Miał na to kilka lat, ale nadal może to zrobić. Mam nadzieję, że zakład się jednak nie przeniesie. Chodzi o utrzymanie miejsc pracy – mówi nam wicestarosta.
Burmistrz ma nadzieję, że prezes zostanie i zmodernizuje oczyszczalnię
Burmistrz miasta Piotr Wawulski uspokaja, że na razie mówimy wyłącznie o zapowiedziach prezesa, a nie o faktycznym zamknięciu mleczarni.
- Mam nadzieję, że zmieni swoje zamierzenia i zamiast przenosić się z Bielska Podlaskiego, zostanie i zmodernizuje oczyszczalnię – mówi.
Oprócz mleczarni, oczyszczalnia, o której mowa obsługuje też dwa bloki, restaurację oraz zakład pogrzebowy. Pytamy, jak będzie wyglądało oczyszczenie ścieków z tych miejsca, jeśli dojdzie jednak do zamknięcia mleczarni.
- Pracujemy z przedsiębiorstwem komunalnym nad rozwiązaniem tego problemu - zaznacza burmistrz.
"Chodziło nam tylko o to, żeby nie śmierdziało"
Najbliższa sąsiadka mleczarni, Jolanta Szarko, która pod koniec czerwca mówiła nam, że przykry zapach zmusza ją i jej rodzinę do wyjeżdżania latem do domku letniskowego, mówi, że źle by się stało, gdyby zakład został zamknięty.
- Nigdy do tego nie dążyliśmy. Chodziło nam tylko o to, żeby nie śmierdziało, czyli żeby prezes tak zmodernizował i rozbudował oczyszczalnię, by sprostała produkcji mleka w proszku na taką skalę. Takie były zresztą zapowiedzi prezesa. To, że teraz zamierza zamknąć zakład, pokazuje w jaki sposób chce potraktować mieszkańców oraz swoich pracowników - komentuje.