- Prokuratura Krajowa wskazała, jakie czynności należy jeszcze wykonać. Śledztwo zostało więc ponownie podjęte - mówi Elżbieta Bułat, zastępczyni szefa Prokuratury Rejonowej Białystok-Południe.
To ta prokuratura wszczęła w maju zeszłego roku śledztwo w sprawie znęcania się nad zmarłym w marcu Krzysztofem Kononowiczem.
Wpłynęły zawiadomienia od pięciu osób z całej Polski
Białostoczanin zasłynął w 2006 roku, gdy jako kandydat na prezydenta miasta stwierdził, że "niczego nie będzie". Przez lata w sieci pojawiło się mnóstwo nagrań z jego udziałem. Był jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci internetowych z początków YouTube w Polsce.
Po śmierci mężczyzny do prokuratury wpłynęły zawiadomienia od pięciu osób z całej Polski (nie były z kręgu najbliższych znajomych zmarłego), które wskazywały, że podczas kręcenia filmów mogło dochodzić do znęcania się nad Kononowiczem. W tym przez osoby, które sprawowały nad nim opiekę.
Znęcanie się nad osobą nieporadną
Śledztwo prowadzone było w kierunku artykułu 207 paragraf 1a Kodeksu karnego. Mowa w nim o fizycznym lub psychicznym znęcaniu się nad osobą nieporadną ze względu na jej wiek, stan psychiczny lub fizyczny. Za co grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Pod koniec grudnia zeszłego roku prokuratura umorzyła śledztwo. Jak mówiła nam wtedy prokurator Bułat, "po przeprowadzeniu obszernego śledztwa uznano, że nie było znamion czynu zabronionego, czyli nie było przestępstwa".
Prokuratura Krajowa sprawdziła, czy słusznie umorzono śledztwo
Sprawą zainteresowali się dziennikarze, którzy poprosili o wgląd do uzasadnienia postanowienia o umorzeniu śledztwa. Jako że spotkali się z odmową, to - jak donosili - interweniowali w Ministerstwie Sprawiedliwości i Prokuraturze Krajowej. W efekcie czego, Prokuratura Krajowa postanowiła sprawdzić, czy białostocka prokuratura słusznie umorzyła śledztwo.
- Przesłuchaliśmy około 20 świadków, było sześć tomów akt. Prokurator wnikliwie ocenił materiał dowodowy - mówiła nam w styczniu prokurator Elżbieta Bułat.
Natomiast jeśli chodzi o wgląd w dokumenty, podkreślała że prokuratura odmówiła dziennikarzom, bo dokumenty zawierały dane wrażliwe.
Nie było to pierwsze umorzone śledztwo
Warto dodać, że jeszcze za życia Kononowicza śledczy prowadzili podobne postępowanie.
Wtedy również - podobnie jak w grudniu zeszłego roku - zostało ono umorzone z uwagi na brak znamion czynu zabronionego.
Tomasz Mikulicz
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: Artur Reszko/PAP