- Wiem, że to była bardzo ciężka praca i walka każdej osoby, która stoi tutaj za mną i każdej, której tutaj nie ma. Nie wiem, jak się dziękuje za życie. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Ja mam już po prostu drugie urodziny – powiedziała pani Justyna.
11 marca, będąc w 36. miesiącu ciąży, trafiła na SOR Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Jeszcze po południu pomagała mężowi skręcać łóżeczko, a po godzinie 15 poczuła nagle duszność i omdlała. Mąż natychmiast wezwał pogotowie. Jej stan (niska saturacja oraz podwyższone tętno) wskazywał na poważne problemy medyczne. Lekarze od razu podejrzewali zator płucny.
Jedni resuscytowali pacjentkę, drudzy ratowali dziecko
Tuż po przyjęciu na SOR doszło do nagłego zatrzymania krążenia.
- To rzadki i trudny przypadek, żeby resuscytować kobietę w ciąży. Ze względu na dziecko nie można jej było podać leków rozrzedzających krew. Lekarze reanimujący panią Justynę wezwali natychmiast na SOR zespół ginekologiczno-położniczy, który już w siódmej minucie resuscytacji rozpoczął u nieprzytomnej matki cesarskie cięcie – przekazuje reporter "Faktów" TVN Marek Nowicki.
Jedni resuscytowali pacjentkę, drudzy wydobywali dziecko i zaczęli jego resuscytację.
Najbardziej skomplikowany przypadek w karierze
- Wydarzyło się coś, co jest sytuacją skrajną czy też najbardziej krytyczną z sytuacji, które możemy sobie wyobrazić w medycynie ratunkowej - powiedziała dr hab. n. med. Marzena Wojewódzka-Żelezniakowicz, kierownik SOR, zastępca dyrektora ds. lecznictwa USK w Białymstoku.
Natomiast dr n. med. Sławomir Czaban, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii z Blokiem Operacyjnym, przyznał, że choć anestezjologią zajmuje się 42 lata, przez te lata nigdy nie miał tak skomplikowanego przypadku klinicznego.
- Mój zespół Kliniki Anestezjologii skoncentrowany był na tym, by utrzymać pacjentkę przy życiu, ale też na stabilizacji układu hemostazy i opanować zaburzenia krzepnięcia i uzupełnić niedobory krwi krążącej – stwierdził.
Trzeba było podpiąć pacjentkę pod ECMO
Pomimo resuscytacji pacjentce co chwilę stawało serce. Jedni lekarze próbowali pobudzić serce do pracy, drudzy zszywali powłoki skórne po cesarskim cięciu.
Organizm pacjentki co chwilę stawał z powodu masywnego zatoru płucnego. Skrzeplina pojawiła się w najgorszym z możliwych miejsc - w głównym naczyniu zaopatrującym płuca w krew. Respirator nie mógł więc pomóc. Pacjentkę trzeba było podpiąć pod ECMO, czyli podłączyć do sztucznego płuco-serca i dopiero wtedy usunąć z tętnicy płucnej skrzeplinę.
Synek nadal w szpitalu
Gdy stan kobiety się ustabilizował, kardiochirurdzy przeprowadzili więc małoinwazyjną embolektomię płucną - przez nakłucie żyły udowej, bez otwierania klatki piersiowej.
Mimo wykonanego zabiegu, przez kolejne dwa tygodnie trwała walka o życie pacjentki na oddziale intensywnej terapii. Dopiero 27 marca jej stan ustabilizował się na tyle, że mogła zostać przeniesiona do Kliniki Kardiologii. Właśnie opuściła szpital i święta spędzi już w domu. Jej synek, w stanie ciężkim, pozostaje jednak w szpitalu.
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: USK w Białymstoku