Była połowa stycznia, gdy na jedną z białostockich stacji paliw wszedł w środku nocy zamaskowany mężczyzna z kapturem na głowie. Napastnik podbiegł do kasy i, grożąc nożem, wyrwał szufladę z pieniędzmi. Chwilę później uciekł z kolegą, który czekał na niego przed wejściem. W kasetce było około tysiąca złotych.
"W czasie ucieczki mężczyźni gubili skradzione monety. Mimo iż sprawcy mieli zasłonięte twarze, policjanci ustalili ich tożsamość" – czytamy w komunikacie na stronie Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.
Znaleźli część ubrań, które mieli na sobie sprawcy
43-latka oraz jego o sześć lat młodszego kompana zatrzymano w mieszkaniu ich znajomej.
"W trakcie przeszukania funkcjonariusze znaleźli między innymi część ubrań, w które sprawcy byli ubrani w czasie rozboju, pistolet gazowy, naboje CO2 i dwa noże" - informuje policja.
Śledczy ustalili również, że podejrzewani pomieszkiwali także w innym miejscu. Tam znaleźli, w trakcie przeszukania, resztę ubrań mężczyzn oraz inne przedmioty. Teraz policjanci ustalają, czy pochodzą one z innych przestępstw.
Są w areszcie
Z ustaleń wynika również, że ci sami mężczyźni usiłowali pod koniec stycznia dokonać rozboju w jednym ze sklepów osiedlowych.
"Wówczas jeden ze sprawców, również zamaskowany, wszedł i grożąc ekspedientce trzymaną w ręku butelką, zażądał wydania pieniędzy. Kobieta uniknęła napadu, gdyż wyciągnęła gaz, co spłoszyło przestępców" – głosi komunikat.
Mężczyźni usłyszeli zarzut rozboju z użyciem niebezpiecznego przedmiotu oraz usiłowania rozboju. Trafili na trzy miesiące do aresztu. Grozi im do 20 lat pozbawienia wolności.
Opracował Tomasz Mikulicz /tok
Źródło: tvn24.pl
Źródło zdjęcia głównego: KMP Białystok