Sąd uznał, że podczas porodu w lipcu 2021 roku w szpitalu wojewódzkim w Białymstoku doszło do błędu w sztuce i narażenia rodzącej kobiety oraz jej dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Przyjął, że oskarżony lekarz działał w sposób nieumyślny, co oznacza łagodniejszą kwalifikację prawną.
W pierwszej instancji sąd rejonowy orzekł karę 25 tysięcy złotych grzywny, do tego sześcioletni zakaz wykonywania zawodu oraz po 200 tysięcy złotych zadośćuczynienia rodzicom dziecka.
Sąd zaostrzył karę
Wyrok ten zaskarżyła prokuratura, która chciała surowszej kary (10 miesięcy więzienia w zawieszeniu i dłuższego zakazu wykonywania zawodu) oraz obrona, wnioskująca o uniewinnienie, ewentualnie uchylenie wyroku.
Prawomocny wyrok zapadł w piątek przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. Ten zaostrzył karę. Oskarżony został skazany na osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok. Podwyższył też grzywnę z 25 do 60 tys. zł. Pozostałe części wyroku pierwszej instancji zostały utrzymane w mocy.
Historię Magdaleny Grześ, mamy Tymka opowiedzieliśmy kilka dni temu w reportażu w TVN24+:
Oskarżony 75-letni lekarz
Prokuratura chciała w apelacji powrotu do kwalifikacji z aktu oskarżenia, gdzie zarzuciła lekarzowi również m.in. spowodowanie obrażeń skutkujących trwałą niepełnosprawnością.
Obrona stała natomiast na stanowisku, że opinia biegłych nie wskazuje jednoznacznie, iż jest związek przyczynowo-skutkowy między decyzjami i działaniami ginekologa podczas akcji porodowej a stanem zdrowia narodzonego dziecka. Poród miał się odbyć w sposób naturalny, ostatecznie przeprowadzone zostało cesarskie cięcie.
- Uważam, że robiłem, co mogłem - mówił w ostatnim słowie, przed sądem okręgowym, oskarżony 75-letni lekarz.
Odnosząc się do swoich działań, ocenił, że poród naturalny jest lepszy niż cesarskie cięcie i jest wtedy mniej powikłań poporodowych.
Dziecko jest w wysokim stopniu niepełnosprawne
Oskarżycielką posiłkową w tej sprawie była kobieta, która wówczas rodziła.
- Moje dziecko jest w wysokim stopniu niepełnosprawne. Nie siedzi, nie chodzi, nie je samodzielnie, jest karmione łyżeczką, połyka, bo nauczyliśmy się tego. Ciężka, ciężka praca, tylko i wyłącznie rehabilitacja, nie ma innego leczenia - mówiła po jednej z rozpraw Magdalena Grześ, mama Tymka, dziennikarzom.
Walczyła przede wszystkim o zakaz wykonywania zawodu
Natomiast po ogłoszeniu wyroku stwierdziła, że odczuwa ulgę.
- Ulga to najlepsze słowo, bo radość nie ma tutaj racji bytu. To jest ulga, że prawie pięcioletni proces zakończył się zakazem wykonywania zawodu. O to walczyłam. Nie chodziło o ani o pieniądze, ani o to żeby on poszedł do więzienia, tylko żeby nie mógł przyjmować pacjentów - powiedziała.
Opracował Tomasz Mikulicz