"Washington Post": ataku na ambasadę Korei Północnej dokonała sekretna organizacja

TVN24


Niezidentyfikowani napastnicy, którzy 22 lutego napadli na ambasadę Korei Północnej w Madrycie i wykradli z niej dokumenty, kontaktowali się później z FBI - twierdzi "Washington Post". Według gazety za atakiem stoi sekretna organizacja przeciwników reżimu północnokoreańskiego. Hiszpańskie władze potwierdzają, że w sprawie ataku na ambasadę prowadzone jest śledztwo.

Do ataku na ambasadę Korei Północnej w Madrycie, o którym szeroko informowały hiszpańskie media, doszło 22 lutego, zaledwie kilka dni przed drugim spotkaniem prezydenta USA Donalda Trumpa i przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una w Hanoi.

Atak na ambasadę w Madrycie

Hiszpańskie władze potwierdziły, że w sprawie ataku na ambasadę lokalne organy ścigania prowadzą śledztwo, nie udzieliły jednak na jego temat żadnych szczegółów. Jak wyjaśniła stacji CNN hiszpańska policja, informacje nie są ujawniane dla dobra śledztwa.

Początkowo przypuszczano, że atak na północnokoreańską ambasadę w Madrycie mógł mieć tło rabunkowe, do tego rodzaju napaści na placówki dyplomatyczne dochodzi jednak bardzo rzadko.

Nowe szczegóły dotyczące ataku, podawane w ostatnich dniach przez światowe media, sugerują całkiem inny trop: że atak był przeprowadzony przez sekretną organizację działającą - być może - we współpracy ze służbami wywiadowczymi.

W biały dzień wtargnęli na teren ambasady

Jak relacjonowała hiszpańska gazeta "El Pais", atak został przeprowadzony w biały dzień. 10 napastników z atrapami broni palnej zdołało w bliżej niesprecyzowany sposób wtargnąć na teren placówki i obezwładnić jej personel. Osoby, które znajdowały się w ambasadzie, zostały pobite - na tyle ciężko, że dwie wymagały pomocy medycznej - i przesłuchane.

Według hiszpańskich mediów napastnicy skrępowali wszystkich sznurem, po czym uciekli dwoma luksusowymi autami zabierając ze sobą z ambasady część rzeczy, m.in. komputery, dokumenty i telefony komórkowe. Oba samochody, mające dyplomatyczne tablice rejestracyjne, prawdopodobnie zostały skradzione z placówki. Nie były ścigane przez policję i zostały niedługo później porzucone na jednej z pobliskich ulic.

Gazeta "El Pais" twierdziła wcześniej, że jednej z kobiet udało się uciec w czasie ataku i krzykiem zaalarmować okolicznych mieszkańców, którzy wezwali policję. Jednak gdy funkcjonariusze przybyli i zapukali do drzwi placówki dyplomatycznej, otworzył im jakiś mężczyzna i poinformował, że w ambasadzie nic złego się nie dzieje. W tej sytuacji policjanci nie mieli prawa wkroczyć na jej teren.

Cały atak miał trwać co najmniej cztery godziny. Strona północnokoreańska, według hiszpańskich mediów, nie złożyła w jego sprawie żadnego zgłoszenia.

Sekretna organizacja Free Joseon

Hiszpańskie służby oficjalnie nie poinformowały, czy napastnicy zostali zidentyfikowani.

Ich możliwą tożsamość przybliża natomiast, na podstawie informacji od anonimowych rozmówców znających kulisy ataku, gazeta "Washington Post". Według niej napastnicy podają się za członków sekretnej organizacji północnokoreańskich dysydentów, dążących do obalenia reżimu rodziny Kimów.

Organizacja ta znana jest jako Cheollima Civil Defense, choć 1 marca zmieniła nazwę na Free Joseon (Wolny Joseon). Nowa nazwa odwołuje się do nazwy państwa koreańskiego istniejącego od XIV do XIX wieku.

O członkach tej grupy po raz pierwszy stało się głośno w marcu 2017 roku, gdy poinformowano, że wywieźli oni z chińskiego Makau i ukryli w bezpiecznym miejscu syna zamordowanego miesiąc wcześniej Kim Dzong Nama - brata północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una. Po akcji tej, która miała zostać przeprowadzona na prośbę rodziny zamordowanego, członkowie grupy dziękowali za wsparcie władzom m.in. Chin, USA i Holandii.

Free Joseon publikuje nagranie

20 marca członkowie Free Joseon opublikowali w internecie nagranie, na którym zamaskowana i niewyraźna postać niszczy portrety dwóch pierwszych przywódców Korei Północnej: Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Wszelka obraza wizerunków przywódców jest w Korei Północnej surowo karana.

Podczas nagrania nie padają żadne słowa, ukazuje się jednak napis "Obalić rządy rodziny Kimów!" oraz stwierdzenie, że zdarzenie miało miejsce na "naszej ojczystej ziemi". To sugeruje, że nagranie mogło zostać wykonane w madryckiej ambasadzie Korei Północnej. Zgodnie z prawem teren ambasady traktowany jest bowiem jak terytorium państwa, które ta placówka dyplomatyczna reprezentuje.

Atak a służby wywiadowcze

Po ataku na ambasadę w Madrycie pojawiły się medialne spekulacje o możliwych powiązaniach sekretnej grupy ze służbami państw trzecich, przede wszystkim amerykańskimi. "Washington Post" w czwartek podał, że według jego źródeł członkowie Free Joseon podzielili się później informacjami o wydarzeniu z FBI.

"Jakiekolwiek znaczące powiązania pomiędzy grupą i władzami USA mogą skomplikować negocjacje nuklearne (USA i Korei Północnej - red.), biorąc pod uwagę deklarowany cel grupy, jakim jest obalenie i zastąpienie północnokoreańskiej dynastii Kimów" - zauważa gazeta.

Pytana o domniemane kontakty z sekretnym ugrupowaniem rzeczniczka FBI odpowiedziała, że "jest naszą standardową praktyką, by ani nie potwierdzać, ani nie zaprzeczać prowadzeniu śledztwa. Bez względu na to, FBI korzysta z dobrych służbowych relacji z naszymi partnerami z hiszpańskich służb mundurowych, które koncentrują się na wzajemnym informowaniu oraz stałej współpracy w zakresie spraw będących przedmiotem obopólnego zainteresowania".

W hiszpańskich mediach pojawiły się sugestie, że w akcję w Madrycie zaangażowane mogło być CIA. Według "El Pais" i "El Confidencial" hiszpańskie służby miały zidentyfikować dwóch z napastników jako osoby powiązane z CIA.

Informacjom tym zaprzecza jednak "Washington Post". Według anonimowych rozmówców amerykańskiej gazety służby wywiadowcze USA nie brały udziału w ataku na ambasadę Korei Północnej.

CIA odmówiła "WP" komentarza w tej sprawie.

Skradzione dokumenty

Według ekspertów komputery i dokumenty, które napastnicy mieli wykraść z placówki dyplomatycznej Korei Północnej w Madrycie stanowią niezwykle cenne źródło informacji dla służb wywiadowczych wielu państw.

Hiszpańskie media, m.in. gazeta "El Mundo", powołując się na anonimowe źródła spekulują, że atak na ambasadę mógł być związany zwłaszcza z osobą byłego ambasadora Korei Północnej w Hiszpanii, Kim Jok Czola. Kim w 2017 roku został wydalony z Hiszpanii w reakcji na kolejne północnokoreańskie próby atomowe i rakietowe, jednak od stycznia kieruje negocjacjami Pjongjangu z Waszyngtonem.

Wszelkie informacje na temat Kim Jok Czola i jego dotychczasowej pracy mogą mieć w związku z tym olbrzymie znaczenie dla uczestniczących w negocjacjach amerykańskich dyplomatów. Ponadto według eksperta telewizji CNN, jeżeli ataku rzeczywiście dokonali członkowie Free Joseon, mieliby oni wiele powodów, by próbować zdobyć informacje o Kim Jok Czolu, "choćby po to, by wzmocnić własną pozycję".

Organizacja Free Joseon jak dotąd nie przyznała się otwarcie do przeprowadzenia ataku na ambasadę Korei Północnej w Madrycie. Na swojej stronie internetowej zaapelowała natomiast do światowych mediów o powstrzymanie się od prób zidentyfikowania członków organizacji, aby nie stali się oni celem tajnych północnokoreańskich służb.

Autor: mm//rzw / Źródło: Washington Post, El Pais, El Mundo, CNN, NK News, tvn24.pl