Prezydencki minister: Piotrowicz to bardzo porządny człowiek

TVN24


Moim zdaniem Stanisławowi Piotrowiczowi zrobiono wielką krzywdę, bo stał się takim symbolem. Znam go osobiście i nie mogę powiedzieć o nim złego słowa - mówił w "Rozmowie Piaseckiego" prezydencki minister Andrzej Dera. W czwartek Andrzej Duda ma odebrać ślubowanie od trzech nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Krystyny Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Jakuba Steliny.

Sejm wybrał 21 listopada głosami Zjednoczonej Prawicy zgłoszonych przez PiS: Krystynę Pawłowicz, Stanisława Piotrowicza i Jakuba Stelinę na sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Prezydencki minister Andrzej Dera powiedział w czwartek w "Rozmowie Piaseckiego", że dzisiaj Andrzej Duda ma odebrać od nich ślubowanie.

Pytany, czy wybór Piotrowicza, prokuratora w czasach PRL, nie budzi w nim poczucia etycznej i estetycznej klęski, powiedział, że osobiście zna Piotrowicza i uważa, że to "bardzo porządny człowiek".

- Moim zdaniem zrobiono mu wielką krzywdę, bo stał się takim symbolem - dodał, nie rozwijając jednak myśli. Podkreślił, że nie może powiedzieć o Piotrowiczu złego słowa.

Pytany, co oznacza, że Piotrowicz jest porządnym człowiekiem, odpowiedział, że to oznacza, że, "chce się z takim człowiekiem spotykać, rozmawiać, że (taki człowiek - red.) jest uczciwy". - Czy pan uważa, że wszystkie osoby, które z uwagi na swój wiek mają przeszłość PRL-owską i pracowały w pewnych instytucjach, wszystkie traktujemy jako złe i niedobre? - pytał.

"Nie odbieram tego w kategoriach klęski"

Prowadzący przypomniał słowa prezydenta, które padły 20 listopada w Brojcach. Andrzej Duda mówił wówczas, że w sądownictwie - również w Sądzie Najwyższym - są osoby, które nie tylko były członkami partii komunistycznej przed 1989 r., ale "są też tacy, którzy splamili się tym, że byli funkcjonariuszami partyjnymi w stanie wojennym - jako sędziowie".

- Powtórzę jeszcze raz i nie zawaham się tego powiedzieć: czas najwyższy, żeby tacy ludzie z naszego wymiaru sprawiedliwości odeszli raz na zawsze i nie straszyli już swoją obecnością ani obywateli Polski, ani naszych sąsiadów - oświadczył prezydent. Dera, komentując te słowa, stwierdził, że to "się zgadza, jeśli chodzi o sędziów". Na uwagę, że dzisiaj prezydent ma odebrać ślubowanie od byłego działacza PZPR Stanisława Piotrowicza, Dera odparł, że "prezydent nie ma wpływu na wybór sędziów". Dodał, że sędziów wybiera większość sejmowa, a prezydent musi odebrać ślubowanie. Prezydencki minister pytany, czy będzie patrzył na to bez poczucia klęski, przyznał, że "nie odbiera tego w kategoriach klęski".

- Chciałbym, żeby równą miarą mierzyć wielu działaczy PZPR, którzy dzisiaj są europosłami, którzy są nobilitowani, ale którzy wtedy byli członkami Komitetu Centralnego, czyli formacji, która rządziła, a nie szeregowymi członkami, bo szeregowych członków były miliony - podkreślił.

"Tylko niektórzy sędziowie chcą pokazać, że stoją na barykadzie"

Andrzej Dera pytany był również, czy sędziom potrzeba ustawowego dyscyplinowania. Jego zdaniem, prawo na dzisiaj jest jasne i powinno być jasne.

Podkreślił, że ponad 90 procent sędziów "doskonale rozumie te przepisy i nie daje się wciągnąć w rozgrywki polityczne". - Ale jest grupa sędziów, która niestety nie rozumie tych zapisów prawnych, ku mojemu zdziwieniu, bo sędzia jako przedstawiciel trzeciej władzy powinien być absolutnie apolityczny i nie dawać swoim działaniem publicznym jakichkolwiek przesłanek do tego, że stoi po którejkolwiek stronie i wdaje się w spór polityczny - dodał.

Pytany, czy mówi również o prezes Trybunału Konstytucyjnego, podkreślił, że o wszystkich sędziach.

- Jeżeli chodzi o Trybunał Konstytucyjny (...), to jest sąd polityczny. To nie są sędziowie sądów powszechnych - dodał. Zaznaczył, że w sensie konstytucyjnym Trybunał Konstytucyjny jest inaczej usytuowany niż sędziowie sądów powszechnych.

Podkreślił, że "tylko niektórzy sędziowie chcą błysnąć w tych czasach i pokazać, że stoją na pewnej barykadzie". - Niech stoją. Ściągną togę, ściągną łańcuch, powiedzą: przestaję być sędzią, zostaję politykiem. Mają do tego prawo, ale nie wolno im tego robić w togach i łańcuchach - powiedział Dera.

"To już rola prokuratury, a potem sądu"

Prezydencki minister odniósł się także do sprawy prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Marian Banaś, którego dymisji oczekiwano od wielu dni, oświadczył w środę, że "w poczuciu odpowiedzialności za Najwyższą Izbę Kontroli" będzie kontynuował powierzoną mu przez parlament misję. Zapewnił, że był gotów "złożyć rezygnację z urzędu". - Z przykrością stwierdziłem jednak, że moja osoba stała się przedmiotem brutalnej gry politycznej - dodał. Powiedział też, że jest gotów "odpowiedzieć na każde pytanie śledczych". Oświadczenie zamieszczono w środę na stronie internetowej Izby.

Dera przyznał, że sytuacja jest trudna. - Przepisy prawa są tak skonstruowane, że w tej chwili już politycznie niewiele można zrobić - ocenił minister.

- Istotą jest dokument - oświadczenie majątkowe i to powinno być badane. W tej chwili, patrząc z punktu widzenia prawa, które nas powinno interesować, a prezesa NIK obowiązywać, to już dziś jest rola prokuratury, a potem sądu, który ma stwierdzić, czy doszło tam do przestępstwa, czy nie doszło. Bo jak doszło, to wtedy automatycznie nastąpi pozbawienie funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli - podkreślił Dera.

Dera o apelu prezydenta

Gość "Rozmowy Piaseckiego" odniósł się też do słów Andrzeja Dudy z wywiadu dla "Polski Times" z końca października, w którym prezydent mówił: "Ta sprawa musi być szczegółowo wyjaśniona, to pewne. To jest zbyt poważna instytucja, żeby cokolwiek tu zlekceważyć. Odpowiednie służby muszą zrobić w tej sprawie wszystko. No mercy, nie ma litości". - Nie ma wątpliwości, że jeśli którykolwiek zarzut z przedstawianych w mediach okaże się prawdziwy, to Marian Banaś musi odejść - zaznaczył Duda.

Dera podkreślił, że apel był skierowany bezpośrednio do prezesa NIK, jednak on "uznał inaczej, że czuje się niewinny". - Tak rozumiem jego oświadczenie - dodał. Podkreślił, że prezydent jako jeden z pierwszych wezwał Mariana Banasia do dymisji.

Minister przyznał, że jest zdziwiony tą sprawą z uwagi na wielokrotne sprawdzanie Banasia przez służby. - Chyba że coś się wydarzyło w ostatnim okresie, bo to też jest możliwe, bo oświadczenia składa się przez rok - zaznaczył Dera. Według niego "rzeczywistość będzie polegała na tym, że będzie ustalane, kto tak naprawdę tutaj zawinił".

Na pytanie, czy sprawa Banasia obciąża formację rządzącą, prezydencki minister odpowiedział, że "w tej chwili to tak wygląda".

Autor: js/adso / Źródło: TVN24, PAP