Zignorowali dobre rady Billa? Trwają poszukiwania przyczyn porażki

TVN24

Aktualizacja:

Decyzja szefa FBI o wznowieniu śledztwa w sprawie maili, niesprawiedliwe traktowanie przez media, niechęć Amerykanów do uczynienia prezydentem USA kobiety - to zdaniem najbliższych współpracowników Hillary Clinton czynniki, które mogły wpłynąć na jej porażkę. Wielu demokratów uważa jednak, jak pisze CNN, że przyczyn powinni upatrywać przede wszystkim we własnych błędach.

Po tym. gdy w środę Hillary Clinton uznała swoją porażkę w wyborach i wyraziła nadzieję, że Donald Trump będzie dobrym prezydentem, kandydatka demokratów nie wystąpiła publicznie.

Przyczyny porażki Clinton będą zapewne jeszcze długo przedmiotem analizy. Jak relacjonuje CNN, w czasie piątkowej telekonferencji z czołowymi darczyńcami szef kampanii John Podesta częścią winy za wyborczą klęskę obarczył "wrogo nastawione media". Inni bliscy współpracownicy Clinton wskazywali natomiast, że to decyzja szefa FBI Jamesa Comeya o ponownym przyjrzeniu się wysyłanym z prywatnego serwera mailom Clinton zmotywowała wyborców Trumpa i zatrzymała dobrą passę kandydatki demokratów.

Cytowany przez portal amerykańskiej telewizji anonimowy doradca ocenił, że rewelacje Comeya odsunęły od Clinton wykształconych wyborców, którzy od początku mieli wątpliwości co do jej kandydatury, a na końcu kampanii się od niej odwrócili.

Dyrektor ds. komunikacji kampanii Jennifer Palmieri przyznała w piątek, że nikt nie przewidział porażki. Jak podkreśliła, wpłynęło na nią wiele czynników, jako główny powód wymieniła jednak działanie Comeya.

Palmieri tłumaczyła, że sztab ma świadomość wyzwań, które przed nim stały i pomyłek, które zostały popełnione. - Co takiego zmieniło się w ostatnim tygodniu, że wyborcy Trumpa poszli zagłosować, a nasi nie? Jedyną oczywistą sprawą jest Comey. To była o jedna rzecz za dużo. Nie mogliśmy tego przezwyciężyć - cytuje jej słowa CNN.

Za mało Billa?

Portal donosi, że demokraci zbliżeni do Billa Clintona zauważają, iż sztab Clinton popełnił błąd nie przywiązując większej wagi do rad byłego prezydenta. Miał on sugerować, by bardziej skupić się na niezadowolonych białych wyborcach z klasy robotniczej.

Jak pisze CNN, wielu najbliższych współpracowników kandydatki demokratów było przekonanych, że jest to elektorat tak lojalny wobec Donalda Trumpa, iż wszelkie wysiłki zdobycia ich głosów są z góry skazane na porażkę. CNN wskazuje też, że była sekretarz stanu nie odwiedziła Wisconsin po zdobyciu nominacji demokratów. Za późno wybrała się też Michigan - dopiero wtedy, gdy sondaże wskazywały, że należy się spodziewać zaciętej walki. Ostatecznie Clinton w Wisconsin i Michigan przegrała.

Rozmówcy portalu amerykańskiej telewizji twierdzą, że Bill Clinton już na początku kampanii sugerował, by więcej uwagi poświęcić tym wyborcom i regularnie dzwonił do menedżera kampanii Roberta Mooka, oferując swoje rady. Jednak najważniejsi stratedzy mieli ignorować byłego prezydenta i zamiast tego skupiać się na elektoracie, który zapewnił zwycięstwa Barackowi Obamie. W ostatnich dniach Clinton walczyła więc o głosy ludzi młodych, Latynosów i Afroamerykanów.

Porażki w Wisconsin i Michigan są dla demokratów wyjątkowo ciężkie do przełknięcia. W Wisconsin republikanin nie wygrał wyborów prezydenckich od 1984 r. Po konwencji demokratów, na której Clinton uzyskała prezydencką nominację, była pierwsza dama nie odwiedziła stanu ani razu. Nie zrobił tego także Barack Obama.

Wtorkowe wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wygrał Donald Trump. Uzyskał 290 głosów elektorskich, a kandydatka demokratów - 232. Od ogłoszenia wyników w wielu miejscach kraju odbywają się protesty przeciwko wyborowi Trumpa.

Autor: kg\mtom / Źródło: CNN