Chcieli stawiać zarzuty Andruszkiewiczowi. Staną przed sądem dyscyplinarnym

TVN24

Premier Morawiecki w wywiadzie dla TVN24 mówił, że wierzy w niewinność Andruszkiewicza [nagranie z 7 marca 2019 roku]tvn24
wideo 2/33

Przed sądem dyscyplinarnym mają stanąć prokuratorzy z Białegostoku, którzy wyjaśniali sprawę fałszowania podpisów poparcia dla Ruchu Narodowego w wyborach samorządowych w 2014 roku. "Superwizjer" ujawnił, że ci sami prokuratorzy wcześniej zaplanowali zarzuty w tej sprawie dla Adama Andruszkiewicza, ówczesnego lidera Młodzieży Wszechpolskiej. Po emisji reportażu śledztwo im odebrano.

Prokurator Paweł Sawoń, wiceszef białostockiej Prokuratury Regionalnej, poinformował nas we wtorek, że rzecznik dyscyplinarny działający przy tej prokuraturze stwierdził, że "zachodzą podstawy do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec prokuratorów w związku z popełnieniem przewinienia służbowego wskazanego w artykule 137 paragraf 1 ustawy z dnia 28 stycznia 2016 roku Prawo o prokuraturze".

Według tego przepisu, "za przewinienia służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa i uchybienia godności urzędu, prokurator odpowiada dyscyplinarnie".

§ 1. Za przewinienia służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa i uchybienia godności urzędu, prokurator odpowiada dyscyplinarnie (przewinienia dyscyplinarne).Art. 137. Prawo o prokuraturze Odpowiedzialność za przewinienia służbowe

Sawoń powiedział, że nie może ujawnić, w jaki dokładnie sposób mieli zawinić prokuratorzy. Dodał, że 28 listopada skierowano "do Prokuratora Generalnego wniosek o wyznaczenie rzecznika dyscyplinarnego spoza białostockiego okręgu regionalnego do przeprowadzenia postępowania dyscyplinarnego".

Oznacza to, że Zbigniew Ziobro lub jego pierwszy zastępca wyznaczy rzecznika dyscyplinarnego z innego regionu, który zajmie się postawieniem białostockich prokuratorów przed sądem dyscyplinarnym.

Koncentrowali się na Andruszkiewiczu

Chodzi o czterech prokuratorów, którzy w Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku prowadzili od 2016 roku śledztwo w sprawie podejrzeń masowego fałszowania podpisów pod listami poparcia Komitetu Wyborczego Wyborców Ruchu Narodowego do podlaskiego sejmiku w samorządowych wyborach w 2014 roku.

Prokuratorzy od dłuższego czasu koncentrowali się na badaniu odpowiedzialności posła Adama Andruszkiewicza, który wtedy kierował Młodzieżą Wszechpolską na Podlasiu (od marca 2015 roku do lipca 2016 roku - całą organizacją).

Śledczy zaplanowali wystąpienie do Sejmu o uchylenie mu immunitetu - ustalili dziennikarze "Superwizjera" TVN w reportażu "Wiceminister i sfałszowane podpisy".

Chcieli uchylić immunitet Andruszkiewiczowi

Śledztwo nadzorowała właśnie Prokuratura Regionalna w Białymstoku. Prowadzący śledztwo - którzy mają stanąć przed sądem dyscyplinarnym - zbierali kolejne dowody. Informowali swoich przełożonych o planowanym wystąpieniu do Sejmu w sprawie uchylenia Andruszkiewiczowi poselskiego immunitetu i zamiarze postawienia zarzutów - wynika z dokumentów, do których dotarli reporterzy "Superwizjera".

Według naszych najnowszych ustaleń miało chodzić o zarzuty związane z podejrzeniem kierowania akcją składania fałszywych podpisów na wyborczych listach poparcia.

Jeden z podejrzanych w tej sprawie, Paweł P., były członek Młodzieży Wszechpolskiej, przyznał się do winy. Prokuratorom opowiedział, jak według niego wyglądał proceder fałszowania podpisów, w którym miał brać udział, gdy miał 18 lat.

"Nie było nas tam dużo, może 5-6 osób. Dowodzili tam Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. [były współpracownik posła Andruszkiewicza - przyp. red.]. Oni się kumplowali blisko. Na ekranach monitorów były zeskanowane listy z danymi osób. Były to listy z innych wyborów, tak mi się przynajmniej wydaje. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. mówili obecnym, że mają przepisywać dane osób z monitorów do pustych arkuszy list poparcia w wyborach samorządowych. Te listy były absolutnie puste. Listy leżały na stole. W listach wpisywaliśmy imiona i nazwiska, adresy i numery PESEL osób, których dane były w listach na monitorach komputerów. Po wypełnieniu list wymienialiśmy się nimi i składaliśmy fałszywe podpisy. Adam Andruszkiewicz i Wojciech N. też to robili. Robili to wszyscy. Trwało to parę godzin. Bądźmy szczerzy, było to z głupoty. (W tym momencie podejrzany płacze - zanotował prokurator). Z tymi ludźmi już nie utrzymuję kontaktów" - czytamy w zapisie zeznań i wyjaśnień Pawła P.

Biegły grafolog w swoich opiniach potwierdził wersję Pawła P. Ustalił, że na różnych listach wyborczych w podpisach poparcia przewijają się te same charaktery pisma należące do tych samych osób, co zdaniem śledczych potwierdzało zeznania i wyjaśnienia Pawła P.

Odebrane akta

Dysponując między innymi takimi dowodami, prokuratorzy z Białegostoku oświadczyli swoim szefom, że wystąpią do Sejmu o uchylenie Andruszkiewiczowi immunitetu. Gdy w październiku 2018 roku prowadzący śledztwo zaplanowali przeszukania w domu i biurze Andruszkiewicza, po raz pierwszy odebrano im akta.

Elżbieta Pieniążek, szefowa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, nadzorująca wszystkich tamtejszych prokuratorów, na sześć dni przed zaplanowanymi przeszukaniami u Andruszkiewicza i jego przesłuchaniem, w trybie "bardzo pilnym" kazała przywieźć do siebie wszystkie akta postępowania. Cel? Skontrolowanie "zasadności" zaplanowanych przez prowadzących przeszukań i przesłuchań.

Pieniążek akta te przekazała do centrali - Prokuratury Krajowej w Warszawie podlegającej Zbigniewowi Ziobrze i jego zastępcom. Śledczy, pozbawieni dokumentów, musieli odwołać przeszukanie lokali i przesłuchanie prawicowego polityka. Akta śledztwa Prokuratura Krajowa zwróciła prokuratorom po miesiącu, w listopadzie, już po wyborach samorządowych. Prowadzący dostali uwagi, że za wolno pracują. Miesiąc później Andruszkiewicz wszedł do rządu i został wiceministrem cyfryzacji.

Uchybienia i przewlekłość

Po emisji reportażu "Superwizjera" postępowanie odebrano śledczym z Białegostoku, zarzucono im długotrwałe, nieudolne prowadzenie sprawy i przekazano prokuratorom z Lublina.

- W śledztwie dotyczącym fałszowania podpisów na listach Młodzieży Wszechpolskiej doszło z całą pewnością do poważnych uchybień związanych z przewlekłością postępowania - mówił prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

I dodał: - Dlatego też po analizie sprawy, dokonanej (...) przez Prokuraturę Krajową, doszło do wskazania poważnych wytycznych i w związku z brakiem ich realizacji zastępca prokuratora generalnego pan Krzysztof Sierak wystąpił z wnioskiem o wszczęcie postępowań wyjaśniających, a w konsekwencji dyscyplinarnych wobec tych, którzy dopuścili się daleko idących zaniechań w tym postępowaniu - oświadczył minister Ziobro. Zapewnił, że przyczyny przewlekłości śledztwa będą "rzetelnie analizowane".

Ziobro mówił też, że "Prokuratura Krajowa po ocenie tego postępowania uznała, że w tej sprawie miały miejsce daleko idące uchybienia i będą wyciągane w związku z tym konsekwencje personalne wobec osób, które tych uchybień się dopuściły.

Nowi prokuratorzy pobrali od Andruszkiewicza próbki pisma do badań porównawczych. I zaczęli kwestionować kolejne podpisy, które ich zdaniem mogły zostać podrobione. Prokuratorzy z Białegostoku zakwestionowali około 300 podpisów. Według lubelskich prokuratorów liczba ta wzrosła do 501.

Podejrzenia fałszerstw w wyborach europejskich

Przed odebraniem śledztwa prokuratorzy z Białegostoku wpadli też na nowy trop. Zwrócili się do biegłego grafologa, by zbadał listy poparcia dla kandydatów Ruchu Narodowego z wiosennych wyborów do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Chodziło o sprawdzenie, czy podpisy poparcia w tych wyborach mogły fałszować te same osoby, co przy wyborach samorządowych.

Prokuratorzy z Białegostoku oprócz list poparcia dla kandydatów Ruchu Narodowego w wyborach samorządowych w listopadzie 2014 roku pod lupę wzięli także listy z wcześniejszych wyborów do Parlamentu Europejskiego, z maja tego samego roku. Dyrektor olsztyńskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego potwierdził nam, że w styczniu 2019 roku białostoccy prokuratorzy zwrócili się o dokumenty związane z tymi wyborami i takie dokumenty dostali.

W podpisach poparcia dla kandydatów Ruchu Narodowego w majowych eurowyborach pojawiły się imiona i nazwiska tych samych pokrzywdzonych osób, których dane jak adresy i numery PESEL bez ich zgody i wiedzy wykorzystano w listopadowych wyborach samorządowych, a podpisy sfałszowano.

W naszym reportażu ujawniliśmy między innymi, że część danych pokrzywdzonych osób pochodziła ze szkoły, do której chodził Wojciech N., do 2016 roku najbliższy asystent Andruszkiewicza. Dotarliśmy do kilkorga z tych pokrzywdzonych. Potwierdzili, że nie składali w żadnych wyborach 2014 roku podpisów popierających członków Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej. I że oprócz podrobionych podpisów nie zgadzały się numery PESEL lub adresy zamieszkania.

Dawna koleżanka Wojciecha N. ze szkoły stwierdziła: - U różnych osób były zmienione różne rzeczy. Po ujawnieniu tej całej sytuacji rozmawiałam z kilkoma znajomymi, którzy znaleźli się na tych listach. Moja koleżanka skontaktowała się wtedy z Wojtkiem [chodzi o Wojciecha N. - przyp. red.] i Wojtek przyznał się, że wyprowadził nasze dane i przekazał je komuś, kto wpisał je na te listy.

Wojciech N. jest podejrzanym w sprawie fałszowania podpisów na listach poparcia.

"On kierował wszystkimi akcjami"

Eurowybory w 2014 roku były niezwykle ważne dla Adama Andruszkiewicza. Były pierwszym poważnym politycznym sprawdzianem dla 23-letniego wtedy szefa Młodzieży Wszechpolskiej. Sam także kandydował. Jaka była wtedy jego rola? Opowiedział o tym prokuratorom Paweł P., były już członek Młodzieży Wszechpolskiej, który w prokuraturze najpierw zeznawał jako świadek, a potem dwukrotnie jako podejrzany.

"Pamiętam, że były wybory do europarlamentu i miałem listy i chodziłem po rodzinie i kolegach. Liderem Młodzieży Wszechpolskiej był Adam Andruszkiewicz, on kierował wszystkimi akcjami. On zarządzał zbieraniem podpisów, jemu oddawałem listy. On też zarządzał zebrania i różne akcje, w których brałem udział" - czytamy w protokołach przesłuchań Pawła P., do których dotarliśmy.

Andruszkiewicz wtedy nie dostał się do europarlamentu. Lubelska prokuratura poinformowała nas, że tego wątku jednak w swoim śledztwie - odebranym białostockim prokuratorom - nie bada.

Wiceminister zaprzeczał, by fałszował podpisy lub kierował takim procederem. Twierdził, że w ogóle nie występuje w śledztwie. Skierował do stacji TVN wezwanie przedsądowe, żądając między innymi usunięcia informacji o nim w kontekście tego śledztwa. Adwokat stacji TVN odmówił, stwierdzając, że żądania Andruszkiewicza są bezpodstawne. Następnie Andruszkiewicz wystąpił na drogę sądową. Proces jeszcze się nie rozpoczął.

Autor: Maciej Duda (maciej_duda@tvn.pl), Łukasz Ruciński (lukasz_rucinski@tvn.pl) / Źródło: Superwizjer