- Przyjechałam tutaj za trenerem. Rozbudował się tu stadion miejski. Mój trener został głównym trenerem, a ja chcąc z nim trenować, przeprowadziłam się razem z nim. Jestem tu już 24 czy 25 rok - powiedziała Monika Pyrek, urodzona w Gdyni, Szczecinianka z wyboru.
Właśnie z okazji 25-lecia TVN24 do Szczecina dotarła w sobotę specjalna urodzinowa trasa. Pod hasłem "Jesteśmy stąd" przy "dźwigozaurach" na Łasztowni stanęło nasze miasteczko, w którym prowadzone są wywiady ze znanymi mieszkańcami Szczecina.
Szczecin to jej miejsce na Ziemi
Monika Pyrek to była tyczkarka i olimpijka z Sydney, Aten, Pekinu i Londynu oraz trzykrotna medalistka mistrzostw świata.
- Gdy myślę o domu, to w mojej głowie pojawia się Szczecin. Nie trenuję już od 15 lat. Mogłabym wyjechać, ale nie wyjechałam, bo czuję, że tu jest moje miejsce na Ziemi. Mimo że mam coraz więcej aktywności związanych ze stolicą, to w dalszym ciągu chcę mieszkać tutaj i wolę dojeżdżać. Miasto się rozwija, jest coraz piękniejsze. Mam tu mnóstwo przyjaciół - mówiła sportsmenka.
Monika Pyrek: pokazujemy dzieciakom taki trochę dla nich "owoc zakazany"
10 lat temu założyła Fundację Moniki Pyrek, która znana jest m.in. z prowadzonych w różnych miastach alternatywnych lekcji WF-u.
I właśnie o te lekcje pytała ją Anita Werner. Ważne, jak sprawić, aby w dzisiejszym świecie, gdzie jest tak wiele bodźców, sport był ważną częścią życia dziecka.
- Pokazujemy dzieciakom taki trochę dla nich "owoc zakazany". Czyli nowe technologie. Pokazujemy, że nawet dzięki nim można być aktywnym, można uprawiać sport. Wykorzystujemy różne urządzenia interaktywne i symulatory sportowe, w których trzeba się ruszać. Jest element mierzalności, więc dzieci mają swój wewnętrzny challenge. Myślę, że rywalizacja w sporcie jest ważna na wyższym poziomie, na tym niższym powinno chodzić o zabawę, o wspólne bycie razem - powiedziała Pyrek.
"Lekcje WF-u są po to, aby dzieci były razem, aby mogły się sprawdzić"
Wspominała, że gdy zaczynała swoją przygodę ze sportem, najważniejsze były dla niej koleżanki i koledzy. - Wyjazdy, zgrupowania, to, że człowiek czegoś się uczył - mówiła.
Pytana o to, czy należy stawiać oceny z zajęć z WF-u, stwierdziła że każdy ma swój potencjał i jeżeli nie będziemy nikogo oceniać na lekcjach WF-u, to nie będziemy też oceniać wybitnych uczniów, być może przyszłych sportowców.
- Lekcje WF-u są po to, aby dzieci były razem, aby mogły się sprawdzić, ale też, aby działały pod wpływem presji sportowej. Nawet na zasadzie berka. Role się tam zmieniają, możesz pomyśleć, że ktoś kto jest berkiem, znajduje się w sytuacji kryzysowej, musi z niej wyjść i znaleźć rozwiązanie. Też pod wpływem silnych emocji. Druga strona musi nie dać się złapać. To jest tak jak później w życiu zawodowym. Jeśli podejdziemy do tego w ten sposób, lekcje WF-u to szkoła życia - powiedziała.
Żeby lekcje WF-u były bardziej doceniane
Cieszyła się, że o lekcjach WF-u sporo mówi się podczas tworzenia nowej podstawy programowej.
- Przemierzając z różnymi projektami Polskę widzę, że w każdej szkole są zaangażowani nauczyciele. Zawsze chociaż jeden jest taki, który chce więcej. Życzyłabym sobie, żeby WF był na nowo doceniany przez środowisko szkolne i przez rodziców. Wtedy też nauczyciele będą inaczej do tego podchodzić. Będą mieli więcej energii. Teraz skoro są na ostatniej liście ważności przedmiotów, morale spadają - mówiła Pyrek.
Przełamać lęk wysokości
Anita Werner cytowała też wywiad z 2018 roku, w którym sportsmenka przyznała, że skacze o tyczce, mając lęk wysokości. Dziennikarka chciała wiedzieć, jak można przezwyciężyć lęk?
- Przez powtarzalność. Im częściej przełamujemy się i powtarzamy jakąś rzecz, która nas ogranicza, tym częściej staje się ona zwykłą rzeczą. Jeżeli na treningach i zawodach oddałam tysiące skoków, to w którymś momencie przestało to już być problemem. Nie bójmy się wychodzić poza swoją strefę komfortu - mówiła tyczkarka.