Jubileuszowa trasa "Jesteśmy stąd" TVN24 dotarła do Łodzi. Tu nasze dziennikarki i dziennikarze spotykają się z mieszkańcami miasta oraz ze specjalnymi gośćmi. Anita Werner do rozmowy zaprosiła komika, aktora i stand-upera Rafała Paczesia. - Urodziłem się w ścisłym centrum, ale bardzo często się przeprowadzałem, więc wiem bardzo dużo o każdej z dzielnic - wyjaśnił Pacześ. Dodał, że "Śródmieście, okolice Piotrowskiej" pozostają mu najbliższe.
W Łodzi rozpoczęła się jego kariera jako komika w 2012 roku. - Zostałem namówiony przez ówczesną koleżankę, która wiele razy wysłuchiwała moich anegdot w sytuacjach towarzyskich. Powiedziała, że nie spotkała jeszcze nikogo, kto ma taką umiejętność rozśmieszania ludzi. Poszedłem na "Łódzkie Spotkania Kabaretowe" w Łódzkiej Piwnicy Artystycznej "Przechowalnia", która działa do dzisiaj przy ul. 6 Sierpnia - wspominał.
Pacześ: jak każde miasto mamy też miejsca, gdzie jeszcze można się przestraszyć
Komik przyznał, że ma tematy, których "nie dotyka". - Z reguły są to bardzo ciężkie tematy, z których - tak, jak w życiu - raczej się nie żartuje - zaznaczył. Jednym ze standardowych motywów jego żartów stały się najróżniejsze sytuacje z bram kamienic na łódzkich Bałutach. - Historia sama pokazuje, że "brama" na Bałutach jest tematem tragicznym. Wiele traumatycznych sytuacji może się tam wydarzyć, ale jednocześnie śmiesznych, jeśli nikomu nic złego się nie stało - powiedział.
- Ale wiem, jak wyglądają bramy na Bałutach, Łodzianie też o tym wiedzą, więc nie ma tajemnic. Jesteśmy miastem, które ma miejsca piękne, bardzo reprezentacyjne, odnowione, zrewitalizowane. Jak każde miasto mamy też miejsca, gdzie jeszcze można się przestraszyć - dodał.
Werner nawiązała do jednego z wywiadów, w którym Pacześ powiedział, że ma przeświadczenie, iż urodził się po to, żeby rozśmieszać ludzi. - To przeświadczenie pojawiło się niedługo po moim pierwszym wyjściu na scenę. Po raz pierwszy poczułem, że żyję. Było to bardzo stresujące dla mnie doświadczenie. Po zejściu ze sceny pojawiła się taka mieszanka adrenaliny, poczucia spełnienia, którego jako dorosły facet nigdy nie poczułem. To mnie uzależniło. Zacząłem dążyć do tego, żeby występować, za każdym razem chciałem więcej, dłużej, większą salę - wyznał łódzki komik.
- Czy rozśmieszanie ludzi jest męczące? - spytała Werner. - Jeśli robi się to zawodowo, to w sytuacjach prywatnych - gdy na przykład w towarzystwie pojawiają się takie oczekiwania, chociażby ostatnio w trakcie majówki - chcę trochę usunąć się na bok i odpocząć. Taką sobie pracę sobie wybrałem. Mogę z niej zrezygnować. To nie jest tak, że muszę to robić. Mogę sprzedawać kotlety na Piotrowskiej. Ale uwielbiam to, chcę to robić i jestem absolutnie uzależniony - ocenił Pacześ.